Na Trawie

Zamiast marudzenia

Miałam się wyspać i się nie wyspałam. Leje deszcz. Boli mnie poszkodowane w Warszawie kolano. W perspektywie mam pakowanie prezentów świątecznych, czego w sumie nie lubię. Tęsknie za Hasztagiem, który jest od czwartku na Trawie. Jest mi zimno i głodno. Muszę rozpakować walizkę. Muszę wynieść śmieci. Muszę spakować walizkę… Jestem taka nieszczęśliwa.

Nienawidzę tego stanu. Stanu, w którym jest cholernie dużo „muszę”, bardzo mało „chcę”, ogromna ilość skupiania się nad rzeczami na które nie mam wpływu, masa prokrastynacji i za grosz uśmiechu.

Przez wiele miesięcy pozwalałam sobie bez skrępowania na takie nurzanie się w szeroko pojętym cierpieniu, bo choroba, bo wolno, bo mogę. I wicie co? Zauważyłam, że to mnie męczy. Męczy mnie marudzenie, moich znajomych je męczy, męczy mnie to, że marnuję czas. Na marudzenie, oczywiście.

Przez kilka tygodni zapisywałam sobie każdą męczliwo- marudną sytuację w której się znajdowałam i która powodowała, że czułam się uciążliwa dla samej siebie, przeprowadziłam szereg przemyśleń na miarę dowodów matematycznych, uznałam, że z pewnością wymyśliłam na nowo koło, ale mimo to, warto się z Wami tym kołem podzielić. Bo może ktoś jeszcze koła nie odkrył. Albo zapomniał jak wygląda.

Są rzeczy na które nie mamy wpływu

Na przykład jest to pogoda. Uwierzcie mi- należę do ultrasów meteopatii. Niskie ciśnienie, deszcz, brak słońca to dla mnie chińska tortura. Tyle, że z pogodą nie wiele mogę zrobić. Wniosek? Nie muszę poświęcać jej uwagi. No, może tylko w zakresie decyzji „kalosze czy zamszowe półbuty?”. Co mi da powtórzenie 28 razy w ciągu dnia „ale leje”? Nic.

Problemy należy szybko rozwiązywać

Jątrzenie, że boli mnie głowa lub mam nierozpakowaną walizkę nic nie da. Ani nie uśmierzy bólu, ani nie rozpakuje bagażu. Problem należy rozwiązać. Wiem, że nie każdy problem da się rozwiązać od ręki lub w trzy chwile, ale uwierzcie mi- tych problemów, nad którymi trzeba pracować tygodniami mamy relatywnie mało. To, czym zadręczamy się na co dzień to właśnie duperele takie, jak te wspomniane i trzeba się ich szybko pozbywać z życia.

Prokrastynacja pogarsza sprawę

Wczoraj wieczorem zjadłam frytki i tosty. I do teraz nie zmyłam naczyń po tym incydencie. Sprawa męczy mnie od rana. Jest jedną z wielu rzeczy którą mam od świtu w głowie. Nie myślę o planie na wieczór w kategorii „a dziś sobie spakuję prezenty”, wizualizując siebie opatuloną w puszysty sweter, popijającą pachnącą herbatkę, pakującą leniwie podarunki przy dźwiękach radia… Niestety wiem, że za chwilę wstanę od klawiatury, założę uniform do sprzątania (dresy, starty t-shirt) i głodna oraz zła będę zmywać, sprzątać, rozpakowywać walizkę, robić sobie jedzenie, pakować znów walizkę, a na końcu będzie bolał mnie kręgosłup i pakowanie prezentów będzie męką i wyzwaniem w stopniu takim, że nie zrobię sobie herbaty z lęku o to, że rzucę kubkiem o ścianę. A można było zmyć wczoraj, walizkę też można było rozpakować…

Zawracanie dupy innym to gwarancja towarzyskiej śmierci

Lubię pomagać ludziom z rozwiązywaniem ich problemów. Serio. Ale nie lubię jak ktoś narzeka sztuka dla sztuki, bądź tylko po to by ponarzekać i nie chcąc nic de facto zrobić z sytuacją na którą narzeka. Takie wiecie „boli mnie głowaaaa”, „to wypij kawę albo się zdrzemnij”, „eeeeeeee, to nie pomoże”, „to weź tabletkę”, „eeeeeee, nie mam”, „to idź i kup”, „eeee nie chce mi się wychodzić”. No to nie idź, nie bierz i zgiń w męczarniach. Skoro mnie to denerwuje, to pewnie innych także. Ok- przyjaciół mamy po to by nam pomagali, ale nie oczekujmy od nich, że z godnością będą znosić zawsze nasze jęki, bo po prostu lubimy pojęczeć. Mało kto lubi bezsilność i negatywne emocje. To działa także w drugą stronę. Odsuwaj się od ludzi i sytuacji które działają na Ciebie negatywnie. Masz czas, siłę i ochotę spędzać czas z ludźmi którzy Cię nie szanują lub ranią? No właśnie.

Jeśli coś musisz zrobić, to zwyczajnie o tym nie myśl

To trochę jak piciem wódki. Nikt się nie delektuje, bo nie ma czym. Po prostu się wypija, zapija, zagryza i koniec. Jeśli musimy zrobić coś, co nie koniecznie nam się podoba, ale wiemy, że MUSIMY, że nie ma innej opcji, to po prostu to zróbmy, zgodnie z zasadą „im szybciej, tym lepiej”. Bardziej się zmęczycie wymyślaniem jak jednak tego nie zrobić, niż samą robotą. Nie ma sensu cały dzień rozpaczać nad tym, że trzeba wyrzucić śmieci, wymyślać kiedy i jak to zrobić, bądź szukać pomysłu na to kto może wyrzucić je za nas. Weźcie je w garść, idźcie i miejcie to z głowy. I nie dumajcie nad tym przez kilka godzin. Szkoda czasu i kreatywności.

Nie ma opcji, że nie da rady

Starajcie się nie podchodzić do niczego z nastawieniem negatywnym, umniejszającym Waszym możliwościom. Nie namawiam oczywiście na samodzielne kładzenie glazury, ale co nam szkodzi spróbować coś ugotować lub zrobić sobie samemu szalik na drutach? Nic. Może się okazać, że to fajne, przyjemne, a co gorsza, że się udało i będziemy z siebie dumni! Strach blokuje przed działaniem, męczy psychicznie, wpływa autodestruktywnie… Jak mawia Venila Kostis: „albo żyjesz albo się boisz”.

Postaraj się jednak o tą do połowy pełną szklankę

W większości sytuacji możemy znaleźć w niej i pozytywy i negatywy (lub: plusy ujemne i plusy dodatnie). Ugotowanie obiadu może być: nudne, pracochłonne, śmierdzące ale może być też przygotowaniem sobie pysznego jedzonka, którym będziemy się delektować. Sprzątanie mieszkania może być potem, łzami i wysiłkiem ale może być też gimnastyką w efekcie której będziemy się czuć w naszym domu jak w pachnącej willi. Przykłady mogę mnożyć, ale zmywanie i rozpa-pako-wanie czeka, więc szkoda czasu ;) Chodzi o to, byście nastawiali się do podejmowanych czynności pozytywnie, a przynajmniej się starali.

Miej swojego idola

To mój ogromny sekret, ale tak Was kocham, że się nim podzielę, mimo, że już czuję jak się wstydzę. Znajdź w Internecie kogoś, kto poprawia Ci humor, o kim możesz powiedzieć „chciałabym taka być/mieć takie życie”, kto Wam imponuje, do kogo aspirujecie. Znajdźcie go i zaglądajcie do jego świata jak Wasz wyda się nieprzyjazny. Polecam blogerów, influencerów lub celebrytów Instagramu. Kiedy myślisz sobie „moje życie jest do dupy” to idź sobie poczytać teksty i pooglądać zdjęcia kogoś, kogo życie wydaje Ci się superfajne, a potem przenieś inspiracje na swoje poletko. Zachowam resztki godności i nie powiem kogo ja „podglądam”. Ale to 5 znanych blogerek :)

A na koniec, znajdźcie kogoś, kto przypomni Wam, że czytaliście/napisaliście taki tekst :) Muszę iść pozmywać i się rozpakować i spakować… Aaaaaaa… Ratunku ;)

A czy TY masz jakiś pomysł na to, jak radzić sobie z marudnością? [Klik]

 

Standard