Jak żyć?

Tęsknie za randką

To bardzo, bardzo głupie. To takie mało popularne jak na dzisiejsze czasy. Bo przecież w dzisiejszych czasach należy żyć samemu. Należy być dumnym z samotności. Albo być w związku, takim bezstresowym… Tak jak wychowanie może być bezstresowe, tak i związek- wiecie… Jesteśmy razem, ale jesteśmy też pogodzeni z tym, że zaraz razem nie będziemy.

W dzisiejszych czasach to i chyba szkoda czasu na randki. Jak się właściwie buduje związek w czasach dzisiejszych? Idzie się na imprezę? Upija do nieprzytomności, a potem podchodzi się do pierwszego z brzegu faceta i bełkocze mu się prosto w oczy „jeziemdo mje.”? A potem rano ma wyrzuty sumienia, głupio się przyznać do błędu pijanego idioty, więc znów idzie się na imprezę, rano leczy razem kaca, potem jej psuje się kran, dzwoni do niego, on wpada, naprawia i tak już zostaje. A potem oboje się budzą, 8 lat później, on na kanapie w salonie, przed włączonym telewizorem, ona w wielkim łóżku w sypialni i każde myśli o tym samym- o tym, że przebywa właśnie w mieszkaniu z obcą osobą. Z  osobą, o której nie wie się nic i nie ma się w związku z nią żadnych miłych wspomnień.

I słowo „randka” jakieś jest niemodne. Teraz są lunche, brunche, kawy, meetingi, wyjścia, kina, spacery, spotkania… Tak jakby słowo „randka” było wstydliwe w jakiś dziwny sposób.

Dlatego tęsknie za randkami.

Tęsknię za tym dreszczem emocji i zdenerwowania, który towarzyszy nerwowemu szperaniu w szafie i wybieraniu najfajniejszej garderoby na spotkanie. Za drżącą ręką, którą robi się makijaż. Za radosną muzyką, która leci w tle teatru przygotowań i wprowadza w taki stan, w którym uśmiech na twarzy męczy wręcz mięśnie.

Tęsknie za wyjściem z kimś, kogo będę chciała słuchać i obserwować. Tęsknie za tym słodkim zdenerwowaniem, które odbiera głos lub każe paplać bez sensu, a potem się za to wstydzić. Tęsknie za tym, by pozornie błahe spotkanie podnieść do rangi ważnego wydarzenia.

I nawet nie przeszkadza mi, że być może potem będę dzwonić do koleżanek i opowiadać o tym, jak zmarnowałam wieczór, albo nie spać w nocy czekając na smsa od niego. To już nie jest takie ważne. Ważny jest sam akt przygotowań i sam fakt bycia z kimś na takim lekko staromodnym, pełnym emocji spotkaniu.

Tęsknie po prostu za … normalnością.

Nie chcę pijanych imprez, nie chcę przypadku, nie chcę przymusu. Chcę niedzisiejszości. Chcę bukieciki stokrotek, cukrową watę, sukienkę w grochy i rumieniec. Chcę, żeby ktoś odwiózł mnie pod drzwi domu. Chcę wspólnie moknąć w bramie i spacerować przy wschodzącym słońcu ulicami miasta. Chcę amerykańskiej komedii romantycznej.

I chcę, żebyś się domyślał…

… No i wyszło, że dawno nie byłam na randce :)

Komentarze i zaproszenia TU.

Standard