Na Trawie

Przeżyć lato

Wreszcie. Po wyjątkowo zimnym maju i kapryśnym czerwcu przyszedł lipiec, a wraz z nim letnia pogoda. Od kilku lat wiąże się ona dla mnie z festiwalem szarlataństwa dotyczącym słońca, upałów itp.

Żeby ukręcić łeb dziwnym newsom którymi karmią nas portale lifestyle’owe oraz prasa (szczególnie kobieca) wrzucam Wam 4 praktyczne rady na lato z których sama korzystam i żyję. I mam się dobrze.

1. Słońce

Tak, promienie UV, rak skóry, bez filtra nie waż się wychodzić z domu. Oczywiście nie będziemy dyskutować z tym, że zbyt dużo czasu na słońcu bez zabezpieczeń to skórze nie zrobi dobrze, bo to prawda, aleeeee… Jest też druga strona medalu. Słońce robi witaminę D3 w ludzkim ciele. Witaminy tej bardzo potrzebujemy. Tak na kości jak i na psychikę. Nie wiem czy wiecie, ale prawie wszyscy mamy jej niedobór, a lekarze grzmią, że należy ją suplementować, bo mamy tak krótkie i kapryśne lata, że bez wspomagania ani rusz. A taki brak D3 to zły nastrój, depresja i inne tego typu przyjemności. Jak nawalicie na siebie filtr 50 i wyjdziecie na słońce to ta witamina się nie wytworzy. Sorry, ale do jej produkcji potrzebne jest UV. Żeby zaczęła się wytwarzać to potrzebujemy około 30 minut kontaktu z promieniowaniem. Także nie przeginajcie z tym blokowaniem się SPFami, bo na jedno sobie pomożecie, a na drugie zaszkodzicie. Druga kwestia: filtry. Nie będę dyskutować o tym co się wkłada w kremy do opalania i czy to zdrowe czy nie, ale myślę, że warto pamiętać, że oleje roślinne również mają w sobie filtry- naturalne i śmiało mogą one konkurować z olejkami drogeryjnymi. W dodatku co olej to inna moc ochronna. I tak, np. olej kokosowy to słaba ochrona (SPF 2-3), oliwa z oliwek to filtr 10, a już olej z pestek malin to SPF 30-50- jest w czym wybierać. Może warto zamiast kremów wcierać co godzinę w ciało oliwę z oliwek którą i tak macie w kuchni?

2. Nawadnianie, płyny, piciupiciu

„Pij minimum 1,5 l wody dziennie”. Znacie to? A co jeśli Wam powiem, że podczas upałów lepiej nawodnicie organizm naturalnym izotonikiem zamiast czystą wodą? Jak go zrobić? Woda, sok z cytryny, trochę miodu i szczypta soli. Smakuje wybornie, a nawadnia lepiej niż hadwao solo. Kolejny chytry life-hack- nie pijcie zimnego- to wcale nie pomaga (chyba, że chcecie mieć anginę). Kilka lat temu wylądowałam w lipcu w Maroko. Żar lał się z nieba, 45 stopni w cieniu. To taki moment, że pijesz cały dzień, non-stop, a sikasz i tak tylko wieczorem. Przećwiczyłam wtedy wszystkie rodzaje napojów- od wody przez piwo, soki owocowe, colę, oranżady i nie mogłam zrozumieć czemu lokalsi piją gorącą herbatę miętową z cukrem. Do momentu kiedy się nie poddałam i nie stwierdziłam, że albo to albo śmierć. I cóż się okazało? ŻE TO DZIAŁA. Mięta orzeźwia, gorąc herbaty wyrównuje temperaturę ciała względem otoczenia, cukier krzepi i ogólnie, po wypiciu takiego naparu wreszcie czujemy, że zaspokoiliśmy pragnienie. Polecam.

3. Ciuszki oraz inne fatałaszki

Temat również sprawdzony w Maroko. Nie dajcie sobie wmówić, że jak się rozbierzecie prawie do gołego to będzie Wam chłodniej. No nie będzie. Wiecie czemu kożuch grzeje zimą? Bo między skórą a kożuchem tworzy się powietrzna bariera. Tak samo jest jak macie na sobie luźną koszulę. Słońce na gołej skórze? Gorąc. Słońce grzejące zwiewną sukmanę, którą dzieli od skóry parę mm powietrza? Izolacja. O tym, że lepiej sprawdza się w upale odzież z włókien naturalnych to chyba nie muszę pisać, nie? Bawełna, jedwab, kaszmir (to nie jest zboże), len to lepszy wybór niż plastik?

4. Zamknij okna

Podziwiam moich sąsiadów, którzy przy upale 35 stopni wietrzą cały dzień mieszkania. Nasze domy utrzymują wewnątrz niższą temperaturę, bo- uwaga!- izolacja! Otwieranie okien w ciągu dnia to wpuszczanie do mieszkania gorącego powietrza. Lepiej wywietrzyć dobrze pomieszczenia przez noc lub wcześnie rano i okna zostawić na dzień zamknięte. Efekt? Wrócicie w miły chłód. Szczególnie, jeśli macie w domu nawilżacz powietrza :)

 

Tyle ode mnie. Jeśli o czymś zapomniałam, to dajcie znać w komentarzach, czyli TU.

 

 

Standard