Na Trawie

Pożegnanie

Ci z Was, którzy śledzą fp bloga wiedzą już, że planuję go zamknąć. Przyczyna jest prosta: Trawa nie jest już miejscem w którym czuję się komfortowo i jest ku temu kilka przyczyn. Mimo to, w dalszym ciągu jest we mnie potrzeba dzielenia się z Wami swoimi spostrzeżeniami i wiedzą, więc zrobię co w mojej mocy by w rok 2016 wejść z nową stroną, na którą zresztą przeniosę pewnie kilka tekstów z tego bloga.

Nie chciałabym jednak pozostawiać Was na koniec tej historii z niczym, a chciałabym zaś coś Wam dać. Tak jakby na pamiątkę. I będzie to coś mocno związanego z tym miejscem oraz jego konaniem i zamknięciem- wszak każda historia powinna kończyć się puentą lub morałem z niej wynikającymi, czyż nie?

Nie znam wszystkich czytelników Trawy, lecz Ci, których znam lub poznałam przez komentarze bądź wiadomości łączy jedno: wrażliwość i mądrość wyrażona potrzebą myślenia. I dla Was właśnie są te słowa.

Zróbcie to dla mnie i nie bagatelizujcie swojej psychiki.

Większości z nas wydaje się, że skoro umiemy myśleć, to jesteśmy niezniszczalni. Bo rozum, racjonalność, logika, inteligencja będą potrafiły wyjaśnić nam każdą emocję, każde działanie, każde odczucie.

To bzdura. Psychika to nie rozum i logika. To, że psychiki nie widać, to nie znaczy, że nie może boleć lub się pochorować.

Żyjemy w dość wymagających czasach. Pod presją sukcesów, osiągnięć, udowadniania światu naszej wartości. Żyjemy w świecie hałasu komunikacyjnego, obdarowani wiedzą i skazani na nadmiar informacji. W czasach bogactwa, ale ubodzy w czas. W czasach, których największym wrogiem jest cichy morderca-stres. To nie są czasy dla ludzi wrażliwych.

Nie bójcie się słuchać siebie. Nie ignorujcie swojego nastroju. Nie zakładajcie masek i nie próbujcie udowadniać światu, że jesteście ponad wszystko. Nie walczcie sami ze sobą do upadłego. Nie deprecjonujcie tej niewidocznej części siebie jaką jest wasza „dusza”.

Przez ostatni rok prowadzenia tego bloga odpowiedziałam na niezliczoną ilość wiadomości dotyczących depresji i innych zaburzeń psychicznych. Starałam się poradzić, zmotywować do leczenia, podnieść na duchu, czasem ratować. Podzieliłam się z Wami historią swojej depresji między innymi właśnie po to- by dodać Wam odwagi. Pokazać, że tego typu problemy mogą dotyczyć każdego- nawet tych, których świat ocenia jako inteligentnych, energicznych, z poczuciem humoru, z sukcesami na koncie, z niezliczoną ilością znajomych (tym bardziej, że świat się nie myli- zaburzenie to nie charakter czy osobowość, to po prostu ogromny kryzys, swoista choroba, ale nie coś, co o nas świadczy i coś, z czym nie można sobie poradzić). By powiedzieć światu, że psychiatra nie przyjmuje tylko ludzi, którzy biegają po ulicy i krzyczą, że są Hitlerem lub mordują w biały dzień siekierą. Że psycholog czy terapeuta to nie wymysł na miarę konfesjonału dla nowobogackich z urojonymi problemami.

Każdy temat, który rodzi w Was dyskomfort- łzy, smutek, strach, niepokój, agresję, brak chęci do życia to sygnał ostrzegawczy. Pewnie- gorsze dni zdarzają się każdemu, ale gorsze dni, to nie tygodnie. Gorsze dni nie rodzą też pytań „co się ze mną dzieje?”, „przecież to nie prawdziwy ja”.

Nie bagatelizujcie siebie samych, nie bagatelizujcie swoich reakcji na życie, świat, wydarzenia. Szukajcie pomocy i rady za wszelką cenę.

Dlaczego?

Bo im dłużej walczycie sami ze sobą i im mniej uwagi poświęcacie swojemu wnętrzu tym bardziej wpadacie w pułapkę. Na własnej skórze przekonałam się o przebiegłości depresji, na cudzych przykładach o podstępności nerwic czy zaburzeń lękowych lub odżywiania. To przychodzi często znikąd, żyje w nas, karmi się nami, nie wiemy, że jest, a kiedy wychodzi, to jest już za późno i jest bardzo ciężko. Nawet rzeczy, które nie są zaburzeniami, a wpływają na nasze zachowania (np. lęk związany z jakimiś sytuacjami), to coś, co wymaga „zbadania”.

Na szali jesteście przede wszystkim Wy sami. Wymęczona, cierpiąca psychika jest w stanie popsuć Wam ciało, jest w stanie również zabić. Jest w stanie zabrać Wam pieniądze, pracę, znajomych, pasje, miłość i czas. Jest w stanie zamknąć Was w pustce i samotności. Ale to nie wszystko. Na planszy tej gry są też Wasi najbliżsi. Wasz smutek, zniechęcenie względem życia, łzy- to wszystko emocje, które bolą, ranią, czynią bezradnym, a często dają wyrzuty sumienia. Niezrozumienie potrafi nawet zmusić do ucieczki. Wierzcie mi na słowo, że tylko mądrzy, dojrzali i darzący Was uczuciem (miłości czy przyjaźni) ludzie są w stanie przetrwać wewnętrzny kryzys czy dramat bliskiej osoby. Inni ludzie niestety odchodzą. Bo ciężko dźwignąć coś, czego się nie rozumie. Niezrozumienie wymaga mądrości. To nie jest i nie powinno być metodą weryfikacji ludzi wokół.

Czasy nie są dla ludzi wrażliwych, ale mają tę zaletę, że można w nich bez problemu skorzystać z pomocy. Od motywujących czy informujących stron w internecie, przez fora-grupy wsparcia, po kontakty do terapeutów, psychologów i psychiatrów (to bym rekomendowała). Nie bójcie się tylko sięgać i prosić o pomoc. To nic wstydliwego i to nie boli. To cenne i świadczy o dojrzałości i mądrości. To może Wam wiele dać i może nie pozwolić stracić. Bez sensu jest czekać, aż straci się zbyt wiele. Bez sensu jest wyrzucać sobie, że czegoś się odpowiednio szybko nie zauważyło.

Gdy jest zbyt późno jest bardzo ciężko- tak dużo jest do naprawienia, tak dużo do wybaczenia sobie i innym, tak wiele jest nie do odzyskania.

Nie pozwólcie sobie na to, by było zbyt późno.

Wasza Trawa, która wie, co znaczy „zbyt późno”.

A ostatnie słowa niech będą podziękowaniem dla wszystkich tych, którzy (znając mnie lub nie, będąc mi bliskimi lub nie) tak wiele razy pisali miłość na moich rękach, robią to i być może jeszcze zrobią: dziękuję, bez Was… Zresztą wiecie sami.

Standard