Pop/kultura

Polski Bazaar

Pewnie wielu z Was będzie nieco zaskoczonych faktem, że recenzuję gazetę o modzie, aczkolwiek tyle razy wspominałam o swojej fascynacji sztuką, że błyskotliwy czytelnik nie powinien czuć się zaskoczony. W końcu moda, to dziedzina sztuki. Czy nowemu tytułowi na rodzimym rynku prasowym udało się trafić w tą nutę?

Od kiedy zaczęłam dość często jeździć za granicę i znalazłam sobie hobby w postaci kupowania Vogue’ów z danego kraju (najwięcej oczywiście przytaszczyłam z Hiszpanii), to uświadomiłam sobie, że brak mi na Polskim rynku dobrej gazety o tematyce modowej, takiej na światowym poziomie. Umówmy się: coś takiego w Polsce nie istniało. Ani Pani, ani Elle czy Twój Styl, to nie prasa modowa, a Avanti, czy jemu podobne, to raczej nie poziom światowy, a raczej parodia westernu. Z radością przyjęłam informację o tym, że do Polski wkracza Harper’s Bazaar, bo to najstarsza gazeta o modzie jaka istnieje, światowa renoma i wreszcie jakiś powiew zapachu ze światowych wybiegów w naszym kraju.

14 lutego popędziłam więc rączo do Empiku po swój egzemplarz, oczywiście w obawie, że wszystko zostanie wykupione, co nie było obawą głupią, bo nie ja jedyna dzierżyłam w dłoni ten tytuł stojąc w kolejce do kasy. Po pierwszym przekartkowaniu (wspólnie z przyjaciółką), byłyśmy przerażone- same reklamy (z czego akurat zdawałyśmy sobie sprawę, ale jednak), mało tekstu, wielkie marginesy i luźny design kolumn, taki, jakby redakcji zabrakło pomysłu na to, czym je zapełnić i dojmujące wrażenie, że to gazeta o niczym.

Przez dobry tydzień magazyn dojrzewał na moim stole do przejrzenia. Wreszcie się zebrałam w sobie. Po przebrnięciu przez pierwsze, reklamowe strony, spis treści i słowo boże red. naczelnej, dotarłam do artykułu przedstawiającego tytuł. Uprzedzona swoim pierwszym wrażeniem, z bólem brnęłam przez opowieść o tym, jak to do H’sB ilustracje robili znani artyści, sesje fotografowali najznamienitsi fotograficy modowi i publikowali w nim swoje teksty pisarze, których dziś uznajemy za klasyków. Gdzieś tam budziło się we mnie poczucie jakiegoś oszustwa- gazeta, która za granicą jest na naprawdę światowym poziomie u nas będzie jakimś marnym substytutem. Na całe szczęście to poczucie szybko minęło.

Nie będę recenzować każdej strony po kolei, bo nie o to chodzi, ale wskażę Wam szybciutko kilka plusów i minusów, zarazem polecając Waszej uwadze samodzielną ocenę.

Jeśli chodzi o minusy:

  • lubię ładny, przejrzysty design (o czym wszyscy wiemy), ale faktycznie, niektóre strony wyglądają, jakby czegoś na nich brakowało. Na szczęście jest ich niewiele.
  • Co do diabła robi tu reklama Play? Dziwnie wygląda pomiędzy reklamami La Mer, Chanel czy linii lotniczej Emirates. Ja rozumiem, że kasa, kasa, kasa, ale do diabła! Reklama też jest formą sztuki i jednak życzyłabym sobie w tego typu prasie oglądać reklamy takie jak w chociażby moim ukochanym, hiszpańskim Vogue, np. Bombay Sapphire (wygląda tak i, uwaga, ten cały ornament wytryskający z butelki jest oklejony brokatem, przez co reklama skrzy i błyszczy).
  • Sekcja „News Bazaar” jest ciut zabałaganiona. Wszystko tu się ze sobą miesza: kino z wystawami, książka z muzyką. Nie można by było jakoś tego uporządkować? Strony te są strasznie zapchane, co stanowi kontrast do tych „luźnych”, wspomnianych w pierwszym punkcie. I czemu tak mało o książce?
  • Niektóre teksty są jakby zbyt krótkie. Może to tylko mi przeszkadza, bo lubię czytać, ale kilka razy miałam wrażenie, że tekst kończył się, zanim zdążyłam się rozpędzić. Na przykład tekst dotyczący Very Wang. Poczułam niedosyt.
  • Nie wiem, czy to minus, bo to taka kategoria „marzenia”, ale chciałabym więcej sesji takich mega gwiazd fotografii modowej (chodzi i o modelki i o fotografów).

Jeśli chodzi o plusy:

  • Teksty są pisane w większości przez polskich dziennikarzy. I super. Nic tak nie wkurza, jak „polska” gazeta, składająca się z samych tłumaczeń. O ile to tłumaczenia wywiadów Grobel’a, to luz, ale jak to przedruki tekstów o tematyce społecznej, które ni jak się mają do naszych warunków, to ja dziękuję.
  • Polscy projektanci, których kreacje pokazane są na równi ze stylizacjami światowymi. Bardzo to ujmujące, bo raz, że podkreśla, że to nasza edycja tej gazety, a dwa, że pokazuje potencjał naszych twórców, którzy- co by nie mówić- ostatnio radzą sobie świetnie (zresztą zawsze mieliśmy jakieś perełki wśród projektantów).
  • Polska modelka na okładce i bardzo miły z nią wywiad. I mam nadzieję, że tak będzie często. Korzystajmy z tego, że od kilku lat rodzime piękno święci tryumfy na wybiegach.
  • Przejrzyste i klarowne raporty z wybiegów. To się nazywa gazeta o modzie. To się nazywa „inspirować”.
  • Podejście, które jasno wskazuje na to, że Harper’s Bazaar, to magazyn o modzie jako dziedzinie sztuki. I nie mówię tu o zdjęciach kreacji, które zdecydowanie bardziej pasują na pokazy haute couture, niż na imprezę w klubie, ale o kierunku myślenia. To nie jest gazeta, która jest listą trendy pasków i torebek na kolejny sezon, ale pismem, które pokazuje co w świecie mody słychać i odkrywa tajniki tegoż świata. Jeśli wywiad z Gierszałem to w towarzystwie sesji z jego udziałem, jeśli rozmowa z pisarką, to taką, która ma swój styl, jeśli znów opowieść o jakimś projektancie to nie o tym, co szyje, lecz o tym, co robi ponad to i jaki jest (a przynajmniej na jakiego się kreuje).

Reasumując:

Wielkie brawa. Mamy wreszcie coś, co jest na światowym poziomie. Chociaż rozczarowująca jest nieco ilość tekstów i pewna ich płytkość, a bardziej skrótowość, to i tak jestem dumna, że mamy wreszcie w Polsce elitarny magazyn o modzie, magazyn, który zbliża nas do wielkiego świata projektantów. Cena jest europejska, ilość reklam jest standardowa, stosunek jakości do ceny: zdecydowanie ok. Jeśli nie będzie gorzej, to będzie dobrze :) Trzymam kciuki za redakcję.

Komentarze tu, ale darujcie sobie te o tym, że to głupia gazeta, bo pokazane w niej koszule kosztują w okolicy 3000 tysięcy. Moda ma na szczęście to do siebie, że dla 98% ludzi jest tylko inspiracją, a nie gotową listą zakupów. Na wystawę Sasnala, też idziemy raczej oglądać i podziwiać, a nie kupować.

Standard