Na Trawie

Patologicznie prosty, prawdziwy chleb

Pieczenie chleba jest w naszym narodzie jakimś takim dziwnym tematem. Jak się powie „piekę chleb” to każdy na to „jaaaaaa! no co tyyyy?”. I zaczynają się pytania o to, czy to taki normalny chleb, że pewnie trudno go zrobić, że nie wiadomo jakich składników wymaga, a już w ogóle to, że można go upiec w zwykłym piekarniku, to już graniczy z podejrzeniem o oszustwo. Nic bardziej mylnego.

Dziś, chcąc uchronić Was przed sklepowym chlebem, zawierającym w sobie gips, włosy i bógwico, dając Wam możliwość decydowania o tym, jaki dokładnie chleb będziecie jeść, za razem wykonuję test na poziom umysłowy czytelnika. Chleb jest tak prosty w wykonaniu, że potrafiłaby go zrobić nawet małpa. Spróbujcie. Jeśli nie podołacie, to zniknijcie stąd na zawsze :)

Uwaga! Tego chleba nie da się zrobić w jeden dzień! Zakwas powstaje w 24 godz. Chleb potrzebuje na wyrośnięcie ok. 6 godz.

Lista zakupów:

– mąka żytnia (tak, taka szara, z farfoclami)

– mąka pszenna (czyli zwykła)

(mała uwaga: jeśli macie możliwość kupienia tych rzeczy w młynie, to to zróbcie)

– drożdże (świeże! stare nie raz zrujnowały mi spokój psychiczny)

– ciepła woda

– olej

– sól

– cukier lub miód

– przyprawy i ziarna jakie chcecie mieć w chlebie (np. czarnuszka, mak, pestki słonecznika, suszone pomidory-suche, nie z oliwy, pestki dyni, zioła prowansalskie, sezam itd.)

– ew. jedno jajko

No to do dzieła.

Jak zrobić zakwas?

Najpierw przeczesujemy dom w poszukiwaniu wysokiego naczynia, najlepiej glinianego, ale szkło też ujdzie. Musi być to naprawdę wysokie naczynie, bo zakwas pracuje i kipi. Jeśli nie możecie znaleźć nic bardzo wysokiego, to weźcie to, co macie najwyższe, ale wsadźcie to do jakiejś miseczki lub postawcie na talerzu do zupy, żeby nie zalać sobie połowy kuchni.

Do wysokiego naczynia wkładamy:

1,5 szklanki mąki żytniej

1,5 szklanki ciepłej wody (ciepła nie znaczy świeżo zagotowana, gorąca itd. ale nie znaczy też „o temp. pokojowej”)

20 g drożdży

1 łyżeczkę cukru lub miodu

Wszystko to mieszamy dokładnie i odstawiamy w ciepłe miejsce (czyli nie na parapet okienny- raczej w okolice kuchenki)

Czekamy w spokoju 24 godziny. Przynajmniej. Można też dłużej. 24 godz. to minimum. W trakcie czekania widzimy jak zakwas zaczyna pracować, rosnąć, bulgotać, kipić.

Jak zrobić chleb?

Jesteśmy blisko prawdy. Bierzemy więc:

1/2 zakwasu, który zrobiliśmy (resztę chowamy do lodówki i zużywamy do kolejnego chleba)

200 ml ciepłej wody (takiej samej jak do zakwasu)

400 g mąki pszennej

1 łyżeczkę soli

3 łyżki oleju

przyprawy, ziarna itp. które chcemy mieć w chlebie

Wszystkie te składniki  mieszamy w misce. Mieszamy je dokładnie, powinno nam to zająć nie więcej niż 5 minut. Teraz zastanawiamy się jaki chleb chcemy mieć. Jeśli taki zwykły, do kanapek, a nawet do tostera, to bierzemy prostokątną, wąską blaszkę, smarujemy ją od wewnątrz oliwą lub olejem i do niej wkładamy ciasto. Jeśli chcemy coś bardziej na modłę chleba wiejskiego lub włoskiego, to wyciągamy z piekarnika blachę, smarujemy ją oliwą lub olejem i na nią wykładamy ciasto, formując je w pożądany kształt, aczkolwiek możecie się spodziewać, że po 6 godzinach kształt stanie się plackiem i trzeba go będzie uformować na nowo. No. to teraz mamy 6 godzin wolnego. Chleb rośnie. Oczywiście zostawiamy go, tak jak zakwas, w ciepłym miejscu. Ja, najczęściej wsadzam go na noc do niewłączonego piekarnika.

Po ok. 6 godzinach, jeśli zostawiliśmy ciasto na blasze i się rozpłaszczyło, to układamy je w bochenek, jeśli włożyliśmy je do blaszki to pomijamy ten etap i rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni. Teraz należy się zastanowić, czy nasz chleb ma być matowy, błyszczący, czy może czymś posypany. Jeśli chleb ma być matowy, to nic z nim nie robimy. Jeśli błyszczący, to bierzemy jajko, rozbijamy je do miseczki, roztrzepujemy widelcem i dłonią lub pędzlem smarujemy chleb. Jeśli chcemy go czymś posypać, to sypiemy to coś na posmarowany jajkiem chleb. Proste? Proste. Piekarnik się nagrzał, do piekarnika pakujemy chleb, ustawiamy termoobieg i pieczemy przez 30 minut. Po 30 minutach wyciągamy z piekarnika i pukamy w wierzch. Jeśli słyszymy pusty, głuchy dźwięk, to znaczy, że chleb jest gotowy. Jeśli nie, to nie wiem, bo nigdy nie miałam takiego problemu.

Chleb wyciągamy ostrożnie z formy, lub zdejmujemy z blachy, kładziemy na drewnianej desce, albo ściereczce i czekamy aż wystygnie. A potem jesteśmy z siebie dumni i mamy łzy wzruszenia w oczach, kiedy odkrawamy pierwszą kromkę.

Uwierzcie mi, że ten przepis został przetestowany przeze mnie milion razy i nigdy nie zawiódł. Jedyne, co może Wam pokrzyżować plany, to nieświeże drożdże. Z drożdżami niestety trzeba uważać.

Nie bójcie się eksperymentować. Do chleba możecie wsadzić kawałki śliwek, żurawinę, tarty ser żółty- co tylko chcecie. Eksperymentujcie w kształtem. Może zrobicie bułeczki? Albo chlebowe muffinki?

Czujni czytelnicy wiedzą, że jutro powinien pojawić się specjalny gość niedzielny, który nie jest tajemnicą, ale ten tekst mimo wszystko go zapowiada. Także tym razem nie bawimy się w zgadywanki, ale tu chwalimy się swoimi osiągnięciami z zakresu piekarnictwa, dzielimy wątpliwościami i gadamy o chlebie :)

Ja tym czasem idę zrobić swój chleb (zakwas już mam) i pewnie pochwalę się Wam wieczorem.

Standard

2 thoughts on “Patologicznie prosty, prawdziwy chleb

  1. Pingback: Nie jedź gówna | MojaTrawa.

  2. Pingback: Świadomość hamburgera | MojaTrawa.

Comments are closed.