Jak żyć?

MLH i Zmemłani: wpadajcie na majówkę na Trawę.

Nadciąga majóweczka. Siedząca non-stop przed komputerami, wielkomiejska społeczność, nagle sobie przypomina, że poza obrębem administracyjnym ich terenu istnieją takie wynaturzenia jak lasy, jeziora, wsie i rzeki. Niby twierdzą, że planują wypady już od października, ale umówmy się: od października, to się ewentualnie planuje sylwestra. O majówce to się myśli wraz z rozkwitem forsycji. Wtedy to wszyscy nagle przypominają sobie, że Wujek Waldek ma działkę pod Tomyślem i, że nad Zegrze można dojechać w godzinę samochodem. Ci co cwańsi i bystrzejsi, piszą okolicznościowe poradniki, sadząc intelektualne i „hoho-haha” rady dla mniej kreatywnych i ogarniętych, pozycjonując się przy okazji na hipsterów, którzy kaszankę z grilla jedli, zanim to było modne, a teraz są ponad to. Tylko nigdy nie będzie wiadomo gdzie i jak spędzili nadchodzących kilka dni…

Istnieje też taka grupa społeczna ludzi, do której jeszcze niedawno miałam zaszczyt przynależeć, którzy mieszkają za miastem. Mają działkę, taką jak ta Wujka Waldka, tyle, że wybudowali tam dom i tam mieszkają. I jeżdżą do pracy do miasta i codziennie wracają za miasto. Oni też mają majówkę. I oni na majówkę wyjeżdżać nie muszą. Głupim być trzeba, żeby najpiękniejszy polski miesiąc w roku, rozpoczynać na Costa Brava. Na Costa Brava jeździ się jesienią, kiedy piździ tak, że najczęściej nie latają samoloty, ale maj? Maj się spędza w kraju, patrząc na budzącą się do życia przyrodę.

No właśnie. Przyroda budzi się do życia, więc, dla mieszkających poza miastem, majówka to okazja to przeprowadzenia w swoim ogrodzie porządków. Nawet jeśli przyroda obudziła się do życia z końcem marca, to w tygodniu, po pracy, ciężko zmotywować się do formowania żywopłotu, a weekendy jednak muszą posłużyć odpoczynkowi, szczególnie, że mają to do siebie, że i tak najczęściej podczas ich trwania pada.

Tak więc już od połowy kwietnia, wiejsko-miejski mieszkaniec wsi planuje prace ogrodnicze. Zakupuje oczywiście kratę browaru, bo nic tak nie uzupełnia poziomu elektrolitów w organizmie jak piwo i nic tak również nie gasi pragnienia. Wykopuje z szafy strój organizacyjny i robocze rękawice, odwiedza Leroy Marlin celem zakupu nowych grabi oraz lokalne ogrodnictwo, bo promocje na tuje nie zdarzają się codziennie.

Pierwszy dzień majówki najbardziej wydatkuje energię. Na myślenie, bo roboty jest tyle, że nie wiadomo tak do końca w co wsadzić ręce. Tym czasem, na sąsiednie grunta zjeżdżają się prawdziwej krwi mieszczuchy-działkowicze. Łatwo ich poznać po spodniach khaki i muzyce z auta, która towarzyszy wypakowywaniu z pojazdów cysterny wina, morza wódki, wagonu kiełbasy i kontenera węgla drzewnego. Swoim perlistym śmiechem oznajmiają światu, że właśnie przyjechali na swoje włości i będą teraz bratać się z naturą, wypoczywać i dobrze bawić. Mieszkańcy wsi tym czasem podejmują decyzję o pierwszym koszeniu trawnika i spaleniu suchych gałęzi po zimie. Zanim sąsiadom wyładuje się akumulator w aucie i nie będziesz słyszeć „już nie ma dzikich plaż” bądź „ama fajerstarter” (w zależności od przedziału wiekowego), masz już rozpalone ognisko, ku uciesze braci zza płotu, którzy nie rozumieją, że gałęzie łatwiej pali się za dnia niż nocą, lecz puentuje wydarzenie „może wpadniemy popiec kiełbaski, lol!?”. Tym żartem tak naprawdę maskują swój lęk przed zbliżającym się wieczorem. Bo choć każdy z nich, na te kilka dni staje się harcerzem, co to ma zawsze w kieszeni scyzoryk, to o rozpalaniu ogniska wie zdecydowanie mniej niż Ty. Na twitterze nie było takich rad. Na 4sq może by były, ale nikt jeszcze na ich działce nie stworzył punktu meldunkowego i nie dał tipa. Zastanawiasz się więc, czy już jesteś statusem na fejsie o treści „mój sąsiad pali siano. chyba mamy papieża, lol”… Od około 18, pod Twoim płotem, jak tygrysy nad mięchem, zaczynają krążyć pielgrzymki majówkowiczów, celem namówienia Cię na wódkę. W końcu sezon czas zacząć. Na myśl o ognisku robi Ci się… wcale, bo temat ognisk Cię nie rusza z racji powszedniości, sklepowa kiełbasa też ni jak ma się do wiejskiej, ale idziesz, żeby nie wyjść na buca, co mu się od mieszkania na wsi we łbie poprzewracało.

Drugi dzień majówki wszyscy zaczynają od kaca. Samozwańczy animatorzy rozrywek zza płotu biorą ręczniki i idą sprawdzać czy może woda w jeziorze dojrzała już do kąpieli oraz poszukiwać strumienia, który być może jest wodospadem i odbędą w nim jakąś szalloną przygodę, albo chociaż podejmą próbę spływu pontonem. Ty chwytasz grabie i porządkujesz skoszony trawnik. Potem pielisz ogródek, siejesz rzodkiew, rozsadzasz bratki i obrywasz w głowę piłką do siatkówki, która wpada zza płotu, bowiem wannabe animatorzy rekreacji, ze sportów wodnych przerzucili się na sporty drużynowe i w tej chwili każdy z nich jest skacowanym Gruszką. Zapach świeżo rozpalonego brykietu odsyła Cię chwilowo na obiad. Podczas jedzenia planujesz spuszczanie wody ze studni po zimie i przycinanie żywopłotu. Czasu i siły starcza Ci tylko na to pierwsze. W nagrodę wieczorem pijesz piwo. Jedno. Znów przy ognisku.

Trzeci dzień zaczynasz od leczenia sraczki, bo sąsiedzi- majówkowicze są tak nienawykli do życia na łonie natury, że nie wiedzieli, że przez zimę myszy wygryzły w ich lodówce dziurę, definitywnie zapewniając jej nowe wcielenie, które nie ma nic wspólnego z chłodzeniem, a żywność krótkoterminowa, jak sama nazwa wskazuje, sama z siebie i w maju długo nie wytrzyma. Mimo odwodnienia, które leczysz zimnym piwem, wyciągasz z garażu drabinę i idziesz ciąć ten nieszczęsny żywopłot. Im bardziej tniesz, tym bardziej widzisz, jak za płotem ekipa leży na leżakach i szlag powoli zaczyna Cię trafiać, tym bardziej, że atmosferę rozgrzewają komentarze z cyklu „majóweczka, a Ty robisz? Daj se na luz. Chodź na piwo”. W tej właśnie chwili postanawiasz, że do końca weekendu pijesz tylko herbatę. Docinasz co masz dociąć, widząc jak sąsiedzi z nudów skaczą z najwyższej sosny do butelki po winie, chowasz się w domu i udajesz, że Cię nie ma.

Czwartego dnia, o tym, że mieszkasz na wsi, przypominają sobie dalecy znajomi, którzy są księżniczkami, więc nie podjęli heroicznej decyzji o wyjeździe na łono natury na cały weekend, Costa del Sol już im się znudziła i jakoś tak im wyszło, że zostali w domu… No, ale przecież dawno się nie widzieliśmy, więc wpadliśmy zobaczyć co u was… Książęta mają to do siebie, że ciężko zorganizować im rozrywkę. Na spacer nie pójdą, bo przyjechali w mokasynach Todds’a, w końcu jak wypad za miasto, to nie ma to tamto, na dworze nie posiedzą, bo muchy i komary, którym nie godzi się opijać ich błękitna krwią. Właściwie cholera wie, co z nimi zrobić. A Ty właśnie miałeś impregnować drewnochronem pergolę. Na szczęście uwagę księżniczek można przykuć pokazaniem im przydomowego kwietnika. Jeśli odpowiednio długo będziemy omawiać każdą odmianę wiciokrzewu, azali, hortensji i borówki amerykańskiej, to możemy liczyć na to, że świeże powietrze szybko zmęczy ich tak, że ziewając odjadą swym kabrioletem w kierunku trotuarów, asfaltu i ogólnej cywilizacji. Malujesz pergole, o 18 jesteś tak zmęczony, że usypiasz na fotelu. Bez piwa.

Ostatni dzień przeznaczasz na odpoczynek. W końcu po 4 dniach intensywnej pracy też Ci się coś od życia należy, tym bardziej, że zakwasy w rękach nie pozwalają nawet podrapać się po dupie. Wolisz więc umierać z nudów w wieży ciśnień w Pieniężnie, niż walczyć z własną fizycznością w ogródku. Dodatkowo zauważasz, że na dym z grilla reagujesz gorzej niż na smog w Katowicach, a dźwięk radia, wrzasku dzieci, szczekania psów i odbijania lotki od rakietki do badmintona wywołuje u Ciebie pierwsze objawy fobii społecznej. A niby uciekłeś kiedyś od cywilizacji… Nie robisz wieży ciśnień żadnych zdjęć, bo nie ma w jej okolicy zasięgu, a znów na Twojej wsi internet jest tak słaby, że wręcz go nie ma, więc i tak Instagram będzie musiał obejść się smakiem. Wieczorem uploadujesz tylko status, że uff, padasz i nareszcie koniec majówki i poniedziałek, po czym czekasz na zjadliwe komentarze, powracających do rzeczywistości, sąsiadów zza płotu.

Po kilku dniach odkrywasz, że ich dokumentacja fotograficzna, którą zamieścili w sieci ni jak ma się do realiów i zastanawiasz się, gdzie są te krewetki i karczochy z grilla, kiedy była w Twojej okolicy Anja Rubik i dlaczego właściwie Twoja wieś została nagle mianowana „uroczyskiem gdzieś w Bawarii”.

Udanej majówki!

Wasza Trawa, co jest TU.

Standard