Na Trawie

„Madeira” znaczy drewno

„Madera” pochodzi od słowa „drewno”. I chociaż w momencie, w którym lądujesz na wyspie masz wrażenie, że trafiłeś raczej do betonowego lasu, to bardzo szybko okazuje się, że się myliłeś. Tak bardzo, bardzo. Bardzo.

To może zacznijmy od tego, gdzie jesteśmy. Madera jest wyspą należącą do Portugalii, leżącą w archipelagu Makronezji. Leży nieopodal Wysp Kanaryjskich, na Oceanie Atlantyckim, nie jest duża, jej łączna powierzchnia to ok. 800 km², językiem urzędowym jest portugalski, stolicą jest miasto Funchal (od słowa… „koper”).

Co stoi za popularnością i sławą Madery? Przede wszystkim jej klimat i poziom zalesienia oraz flora. Madera to wyspa wiecznej wiosny. Zimą nigdy nie jest tam zimno, latem nie jest gorąco- to strefa klimatu subtropikalnego typu śródziemnomorskiego. Przeciętne zimowe temperatury oscylują w okolicach 20 stopni, letnie- w okolicach 26. Takie ciepełko i duża wilgotność którą zapewnia okalający Atlantyk powoduje, że wyspa ma bardzo mocną rozwiniętą florę i zdecydowanie zasługuje na nazwę odnoszącą się do drzew.

Na Maderze jest bardzo mało zwierząt. Tyczy to i zwierząt dzikich i domowych. Oczywiście, ludzie mają psy, koty, papugi, ale widoczna jest mała ilość chociażby trzody chlewnej. Krowy znaleźć można jedynie na płaskowyżu, poza nim łatwiej trafić na kozy- te lepiej radzą sobie z ukształtowaniem terenu. A ono nie jest łatwe. Mimo, że Madera nie słynie z jakiś wybitnie wysokich łańcuchów górskich, to cały jej teren jest mocno pofałdowany, skalisty i trudny. Widać to nie tylko w temacie hodowli rogacizny, ale także podczas przejażdżek po maderyjskich drogach. Właściwie wszędzie można się dostać dwojako- albo wspinając się górskimi serpentynami albo autostradami, które w większości prowadzą przez wykute w skałach tunele. Gdy patrzymy na mapę to wydaje nam się, że te górskie wersje są krótsze.  To tylko złudzenie, bo patrzymy na dystans w linii prostej. Szybko okazuje się, że ciasnymi serpentynami wspinać się i zjeżdżać musimy dużo dłużej i nawet jeśli zaoszczędzimy na tym parę kilometrów to stracimy masę czasu i nerwów. Szczególnie, że takie drogi-półki skalne lubią zaskoczyć. A to wypadkiem, a to osuwiskiem którego ni jak nie da się wyminąć. Wśród miast i miasteczek też ciężko znaleźć takie, które wyglądają jak nadmorskie deptaki spacerowe. Zawsze w którymś momencie trafimy na ostre wzniesienie do pokonania.

Z tych różnic wysokości oraz tego, że północ Madery jest zdecydowanie chłodniejsza i wilgotniejsza niż jej południe (oraz wyżej położona) powstała jedna z większych atrakcji wyspy- lewady, czyli system kanałów nawadniających suchsze tereny. Lewady działają do dziś i do dziś są wykorzystywane jako woda „gospodarcza”. Do picia nadaje się tylko ta, która jest u samego szczytu kanałów. Im spływa niżej tym więcej zanieczyszczenia zbiera. Wciąż jednak świetnie nadaje się do nawadniania upraw i innych celów rolniczo-przemysłowych. Czym lewady są dla turystów? Ścieżkami spacerowymi. Większość lewad jest udostępnionych wędrowcom, określona została ich długość, łatwość i dostępność, więc każdy może wybrać sobie szlak któremu sprosta.  Są lewady długości 2 km, wzdłuż których wije się wygodna, równa ścieżka, są i takie do których najpierw trzeba dotrzeć na piechotę, potem wędrować kolejne kilka kilometrów, często wzdłuż urwisk bądź przez tunele w skałach, po ścieżkach pełnych wystających korzeni i innych niedogodności, przedzierając się przez chaszcze i przechodząc pod małymi wodospadami. Wiadomo, że te drugie są ciekawsze, dają więcej wspomnień i adrenaliny, ale też najczęściej na końcu czeka nas nagroda w postaci źródła lewady, a tym, w większości przypadków, jest wodospad.

Wędrując leśnymi ścieżkami bardzo szybko zauważamy jak bogata jest na wyspie roślinność. Momentami przypomina one nasze liściaste gęstwiny, momentami coś bardziej egzotycznego, najczęściej jest to ze sobą pomieszane. Krajobraz przypomina lasy amazońskie, a kiedy spotkamy dziko rosnące kalie i strelicje, trafimy do lasów wawrzynowych, czy w miejsca gdzie rośnie (i pachnie!) eukaliptus, to zaczynamy czuć się bardzo egzotycznie.

Poza lewadami warto wybrać się też w góry oraz powędrować półwyspem São Lourenço, który jest przepiękną, klifową scenerią. Resztę czasu warto przeznaczyć na miejskie rozrywki.

A te wcale nie są gorsze niż wyprawy na łono natury. Każde z miasteczek Madery ma w sobie coś fajnego. Jedne mają urokliwe porty, inne przepiękne kościółki, jeszcze inne fabryki rumu, czy malowane w ludowe wzory chatki. Jeśli takie pojedyncze atrakcje to dla nas mało, to aż prosi się odwiedzić Funchal. Tam znajdziecie wszystko- ogrody, pałace, muzea, kościoły, galerie, sklepy, sanki zjeżdżające po asfalcie, kolejkę linową i cały szereg atrakcji które zadowolą każdego. Mi podobała się zabytkowa i działająca do dziś hala targowa, port oraz ogrody na Monte. Jeden dzień to zbyt mało na całe Funchal, więc pewnie moje typy nie są specjalnie miarodajne, bo nie byłam w stanie zobaczyć wszystkiego.

uważam, że ważnym aspektem każdej podróży są kulinaria. I jeśli o nie chodzi, to rekomenduję Maderę jako miejsce smakowite. Aleee! Musicie być świadomi pewnej rzeczy- kulinaria Madery zbliżone są do portugalskich. Darmo szukać na mieście przekąsek pikantnych, typu kanapka. Od metra jest za to kawiarnio-cukierni. Jeśli więc planujecie żywić się na własną rękę, to wiedzcie, że temat wytrawnej przekąski może Was zaskoczyć. Ale to nie oznacza, że nie da się takowych znaleźć. Ja tylko uczulam, że łatwiej o słodkie ciacho.

Jak pewnie się domyślacie, Madera to kopalnia ryb i owoców morza. Serdecznie polecam, bo nad Bałtykiem trudno o świeże krewetki, tuńczyka czy lokalny przysmak- espadę (pałasza), rybę tak delikatną i pyszną, że aż rozpływającą się w ustach. I chociaż jej wygląd nie zachęca do konsumpcji, to warto zapomnieć jak wygląda, tym bardziej, że jest to produkt, którego nie dostaniecie na całym świecie. Warto też nacieszyć się doskonałą kawą i charakterystycznymi owocami- flaszowcem i marakują, która na Maderze obecna jest we wszystkich odmianach jakie możecie sobie wymarzyć. Włącznie z odmianą popkulturową: Fantą w jej smaku lub napojem lokalnym Brisą, czyli marakujową oranżadą.

Przysmaki z którymi warto wrócić do domu to maderyjski piernik, suszone owoce, landrynki o smaku marakui czy kopru włoskiego, alkohole: rum, madera i poncha, rybne konserwy, miód z rozmarynu, marakujowe dżemy oraz… sadzonki roślin. Bez problemu można na maderze kupić nasiona, korzeń lub wręcz sadzonkę pięknych kwiatów, które w naszych warunkach mogą być hodowane w domu (np. strelicja).

Pewnie myślicie sobie, że tekst jest nieco oględny. Macie rację, ale to dlatego, że Madera to wyspa którą trzeba zobaczyć samemu. Powąchać, posmakować, obejrzeć i ocenić. I szczerze powiedziawszy- im mniej o niej wiecie, im mniej zdjęć obejrzycie przed ewentualnym wyjazdem, tym większe będzie zaskoczenie. A nawet jeśli naoglądacie się zdjęć-widokówek, to i tak będziecie w szoku kiedy tylko zanurkujecie w jej zieloności.

 

Jeśli chcecie obejrzeć wszystkie moje zdjęcia z Madery (duże), to zebrałam je w osobnym, dostępnym publicznie albumie. Wystarczy że zrobicie [KLIK]. Nie będę ich ładować wszystkich na bloga, bo pewnie będzie się Wam ciężko strona otwierać :)

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie mojej wyprawy na Madeirę to czekam na nie TU :)

 

 

Standard