Pop/kultura

Muzyka z Trawy

Poniedziałek to taki idiotyczny dzień, kiedy nie wiadomo jak uchronić się przed dojmującą rzeczywistością. W takich chwilach może uratować nas tylko dobra kawa i dawka odpowiedniej muzyki. Tak sobie pomyślałam, że dam Wam zestawienie fajnych numerów, kojarzących się z Trawą (nie ze mną- z Trawą)

1. Absolutny hit Slow Life :) sam tekst mówi za siebie. Ten utwór kojarzy się ze mną- wierną fanką twórczości Bukowskiego

2. Nie ma nic bardziej czarującego, niż rozczochrany młodzieniec o przepitym głosie, który śpiewa o tym, że gubi się w mieście, bowiem ulice mają zbyt wiele nazw. W wersji akustycznej jest jeszcze lepszy niż w wersji studyjnej.

3. Jeziora, eh jeziora… Nie ma nic piękniejszego niż zapach ich wód, piasek pod stopami i kołyszący drzewa wiatr. Nie ma nic piękniejszego niż Kalina Jędrusik. Jestę romantyczką.

4. Ponieważ jesień na Trawie wygląda najpiękniej.

5. Ponieważ wszystkie pory roku na Trawie wyglądają bardziej kolorowo na Trawie niż w mieście. Bielej, zieleniej, żółciej.

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=jAAcFGT1TZ8&w=560&h=315]

W zestawieniu powinien się znaleźć także utwór „cały w słońcu” zespołu Kobiety, ale youtube go nie zna (wstyd, youtubie)

A jako bonus, na ciężką, chłodną zimę dodaję jeszcze świerszcze prosto z Ibizy. W chwilach zwątpienia i depresji puśćcie sobie i wizualizujcie, jak popijacie chłodnego drinka wygrzewając się na słońcu, pod stopami mając świeżą, soczystą trawę…

komentarze tu

Standard
Pop/kultura

Porno w imię ekologii

FFF.  Zna ktoś ten skrót? Nie? To już rozwijam. Fuck For Forest. Szokujące? Intrygujące? Skuteczne? Zgodne z zasadą „cel uświęca środki”, czy może obrazoburcze?

Fuck For Forest jest ekologicznym stowarzyszeniem non-profit, które powstało w Norwegii w roku 2004. Jego założyciele, Leona Johannson i Tommy Hol Ellingsen, postawili sobie za cel zbiórkę pieniędzy na cele ochrony tropikalnych lasów deszczowych poprzez szerzenie materiałów pornograficznych i seks w przestrzeni publicznej. Stowarzyszenie opiera swoją działalność na stronie internetowej. Członkostwo w FFF jest płatne, co przyniosło mu dochód 100 000 $ już w pierwszym roku funkcjonowania. Uzyskało też wsparcie finansowe od norweskiego rządu.

Mimo oficjalnego wsparcia, zasadniczym problemem dla FFF jest dystrybucja zebranych środków. Organizacje ekologiczne, takie jak WWF czy Rainforest Foundation Fund odmówiły przyjęcia dotacji od kontrowersyjnej grupy. To powód, dla którego FFF zaczęło pracować bezpośrednio, na rzecz konkretnych projektów. W tej chwili zalesiają Kostarykę.

W tym roku, na ekrany kin wszedł pełnometrażowy dokument na temat Fuck For Forest, w reżyserii Polaka, Michała Marczaka. Film koncentruje się nad biografią założycieli stowarzyszenia, porusza wątki współczesnego lifestyle’u, moralności, seksualności i różnej wrażliwości ludzkiej.

Kontrowersyjny projekt? To chyba mało powiedziane. Biorąc pod uwagę, że członkowie mają za sobą „performance’y” takie jak seks na scenie podczas koncertu zaprzyjaźnionego zespołu oraz pseudoseksualne show w katedrze w Oslo podczas mszy, to chyba słowo „kontrowersja” jest zbyt grzeczna.

Tak więc pytanie: popierać, czy potępiać? Ja popieram. W dzisiejszych czasach ciężko jest przebić się z medialnym komunikatem. Atakują nas reklamy i kampanie promocyjne, które są coraz bardziej zaawansowane. Spece od marketingu coraz bardziej świadomie wykorzystują socjotechniki i odkrycia współczesnej nauki, żeby dotrzeć do naszej świadomości, a często i podświadomości. Co pozostaje zrobić, żeby przyciągnąć uwagę społeczeństwa do tak ważkiego tematu jak ekologia? Szczególnie, że ekologia, to taka nuda… Kampania reklamowa ze słodkimi niedźwiadkami? No nie. To już nikogo nie rusza. Rusza tylko to, co odwołuje się to strachu lub szoku, lub to, co odwołuje się do tabu, a tu najlepiej sprawdza się nagość i seksualność. Zważmy na to, że „grzeczne” kampanie przechodzą bez echa. Ale już naga Joanna Krupa z futrem między nogami i napisem „fur trim: unattractive” (kampania PETA, rzuć okiem choćby tu) robi sensację.

Ktoś może powiedzieć, że poszli za daleko. Nie byłabym pewna. Złamali po prostu pewien schemat i sprytnie połączyli ze sobą przeciwieństwa. Pornografia to coś, co istnieje od wieków, co ma odbiorcę, co się po prostu „sprzedaje”, nieco z pod lady, ale się sprzedaje. Wsparcie szczytnej inicjatywy działaniem stanowiącym kompletne zaprzeczenie ideom bliskim „gołębiemu serduszku” jest świetnym pomysłem. W imię zasady „nie ważne co mówią, byleby mówili”, bo będą musieli wspomnieć, o tym, że ten skandaliczny fuck jest w imię lasów. Lasów, dzięki którym mamy czym oddychać. Tym bardziej, że projekt ma największą szansę trafić do  inteligentnej, świadomej i zdystansowanej osoby, a taka osoba jest potencjalnie bardziej wartościowa dla stowarzyszenia niż leming, który najpierw przeznacza swój 1% na ratowanie niedźwiadków w Tatrach, a potem kupi sobie torebkę ze skóry krokodyla lub popielniczkę z kości słoniowej.

Przy okazji, jeśli mam być zupełnie szczera:

marketingiem zajmuje się zawodowo, od kilku lat. Mało jaka kampania społeczna (bo o społecznych tematach dziś mówimy) robi na mnie wrażenie. Przez 9 lat kontaktu ze światem reklamy mogę wskazać dwie, świetnie wykreowane kampanie społeczne, które mam w głowie po dziś dzień. Oba odwołujące się do najdelikatniejszych ludzkich odczuć: do przerażenia, lęku, strachu i szoku (w każdym przypadku wywołane dysonansem poznawczym wynikającym z zestawienia czegoś pozytywnego, miłego z czymś wstrząsającym)

Warto rzucić okiem na kampanię dotyczącą metaamfetaminy not even once (szczególnie: sister, junkie, lipstick i girlfriend) oraz na spot promujący jazdę w zapiętych pasach embrace life.

Standard