Na Trawie

Jest podaż, jest popyt

Kilka dni temu napisałam na FP bloga pewien status. A teraz, będąc bogata w kilka rozmów mogę Wam sprzedać wiedzę wartą miliony monet. Wartą miliony przelanych łez. I po cichu liczę na to, że dzięki temu tekstowi świat się powoli zacznie zmieniać.

Oto status wspomniany wyżej status.

Czasem piszecie do mnie maile czy PW, skarżycie się, że świat dąży do zagłady, bo rzuciła Was dziewczyna czy chłopak. Że w dzisiejszym świecie to tak ciężko o normalny związek…
Cóż mogę zrobić? Pocieszam, doradzam, podsuwam pomysły jak zawalczyć o relację.
I tknęło mnie, w tej mojej dobroci serca żeby przeprowadzić jakieś badanie, test, eksperyment. Zobaczyć co się dzieje we współczesnej miłości.
I zrobiłam to. W ramach eksperymentu pobrałam Tindera… Tinder. Not even once.

Tinder okazał się być sam w sobie mało przydatnym narzędziem. Być może wiąże się to z faktem, że aplikacji tej zasadniczo przypisana jest funkcja „znajdź partnera na jedną noc”. Mimo to, udało mi się wyłowić spośród amatorów szybkich przygód kilku osobników, którym zadałam parę krytycznych pytań o to, jak postrzegają współczesne kobiety i dlaczego w dzisiejszych czasach mężczyźni są mało romantyczni, kobiety traktują dość przedmiotowo, a historii z cyklu „jej upadło coś na chodnik, on się schylił, podniósł, musnął jej dłoń, a potem żyli długo i szczęśliwie” szukać należy w kinie, bo w życiu, to wszystko kończy się na „do mnie czy do ciebie?”. No ewentualnie na:

– zadzwoń

– ale nie mam twojego numeru

– no właśnie.

Jest podaż, jest popyt

To było pierwsze, przerażające zdanie które usłyszałam podczas swoich badań kulturowych. Faceci się wcale sobie nie dziwą, że poszukują kobiet na jedną noc. Twierdzą, że skoro kobiety same się „oferują”, to nie mają jakoś skrupułów by korzystać. Większość mężczyzn przyznaje, że zaczęło korzystać z Tindera by poznać „nowe osoby”, nie kierując się specjalnymi intencjami. Większość mówiła, że liczyła na to, że pozna tam kobietę z którą być może się zwiąże albo chociaż umówi kilkukrotnie na randkę. Nawet jeśli moi rozmówcy gwałtownie protestowali gdy pytałam, czy korzystali z okazji gdy natykali się na bardziej swobodne dziewczyny (uroczy eufemizm), to równocześnie przyznawali, że nie widzą nic zdrożnego w tym, że inni faceci takie okazje wykorzystują. Jest podaż, jest popyt.

Subtelność czołgu

Jednego z kumpli, onegdaj zagorzałego fana Tindera, zapytałam po czym poznać intencje dziewczyn korzystających z aplikacji i… czemu właściwie skasował konto. Śmiałe lub wulgarne zdjęcia, podane w opisie profilu wymiary (włącznie z biustem), zdjęcia dobitnie sugerujące, że laska jest w stałym związku, a tu szuka tylko kochanka- oto subtelny taniec godowy w wykonaniu współczesnych dziewczyn. Kolega skasował konto, bo szukał czegoś na poważnie, a spotykał się jedynie z „łatwymi panienkami” lub dziewczynami z którymi nie było za bardzo o czym porozmawiać. Przy czym inni moi rozmówcy wskazywali na to, że w większości przypadków zniechęcające są intencje kobiet, a nie ich poziom intelektualny. Jeden z moich znajomych na hasło „nie są subtelne w działaniu?” zaśmiał mi się w twarz mówiąc „subtelne? To nawet nie jest jak sklep z dziewczynami, to jest jak nachalna promocja w hipermarkecie. One same pchają się w ręce!”.

Miejsce w szeregu oznacza bycie szarą myszą?

I tu kolejne zaskoczenie. Nie. Żaden mężczyzna nie miał nic przeciwko dziewczynom które rozpoczynają pierwsze rozmowę, proponują spotkanie, a nawet pokazują na zdjęciach bądź w rzeczywistości swoje fizyczne atuty („skoro dziewczyna ma super figurę, to czemu ma chodzić w worze pokutnym?”). Za to wszyscy mieli poczucie, że zbyt odważne, żeby nie powiedzieć nachalne, zachowania u kobiet robią więcej złego niż dobrego. Pierwszy krok- tak, ale tylko tyle. Faceci kumają równouprawnienie i w dzisiejszych czasach propozycja pójścia na kawę z ust kobiety nie jest dla nich niczym zaskakującym, jednak dalsze ruchy wolą wykonywać sami.

Więc jak żyć?

O to zapytałam kumpla bardzo doświadczonego w zakresie podrywu (tak, mam takich. Pewien znany bląger określił to zjawisko kiedyś słowami „taaa, Ida i jej kumple”). Koleś ma bagaż doświadczeń, doktorat z topienia lodowych, damskich serc i rozliczne specjalizacje w uwodzeniu. To taki typ podrywacza „książę jednej nocy”. Jego podboje są krótkoterminowe i ogromnie skuteczne. Mimo to, doskonale potrafi określić czego chcą faceci szukający czegoś więcej niż przygody na jeden raz. Oto sedno: nie masz dziewczyno mówić, że jesteś niedostępna. Masz BYĆ niedostępna. To nie znaczy, że masz traktować mężczyznę jak powietrze, bynajmniej! Masz całą sobą pokazywać, że jesteś kimś, na kogo atencję trzeba sobie zasłużyć dobrymi manierami i lekkim wysiłkiem. Masz całą sobą pokazywać, że zasługujesz na szacunek, a wręcz jest on obowiązkiem. Masz tworzyć wokół siebie atmosferę twierdzy trudnej do zdobycia. Czemu? Bo faceci, jak mało kto, hołdują zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło” i zdecydowanie instynkt łowcy jest czymś, co w nich siedzi od zarania dziejów. Ta opinia skonfrontowana z innym mężczyzną zasadniczo się pokryła, a wręcz została sprowadzona do prostego przykładu „wyobraź sobie, że budzisz się rano koło laski, którą bez trudu wyrywasz dzień wcześniej na imprezie… Budzisz się i pierwsze co myślisz to >>a jeśli ona tak często?<< i to już jest wręcz obrzydliwe…”

Reasumując, jak mawia moja Przyjaciółka- masz być trudna do zdobycia jak twierdza w Łowiczu :)

W Łowiczu nie ma twierdzy, wszyscy o tym wiedzą, ale powiedzenie się przyjęło.

Komentarze? Proszę [kilk]

 

Standard