Na Trawie

Jest na to wasza zgoda?

Wracając do Was z ostatnim tekstem powzięłam decyzję, że postaram się Was nie męczyć zbyt często tematem depresji i psychiatrii. Temat ważki, ale nie tylko tym człowiek żyje, żyć może i żyć powinien. Ale się nie da. No kurcze, w tym kraju się nie da.

Kilka dni, a w ciągu nich festiwal bezmyślności w temacie słowa „depresja”. Najpierw sprawa o której wspominałam na FP, podsumowana wczoraj przez NaTemat- sprawa tycząca domorosłych psychologów, bawiących się w ramach portalu z żyletką w faviconie w „doradztwo” cierpiącym na depresję, które nie nosi znamion jakiejkolwiek wiedzy merytorycznej, wczoraj psychoterapeuta doradzający w internecie, że jeśli 17-latek słyszy głosy i chciał się zabić, to to dlatego, że czuje tęsknotę za światem zmarłych. Równolegle media rozrywkowe, które żerują na emocjach widzów, często odwołując się do „stanów depresyjnych” lub innych problemów o podłożu psychologicznym które są wyciągane na światło dzienne ku uciesze oglądających. Spójrzmy chociażby na taki pierwszy odcinek nowego sezonu „Tańca z Gwiazdami”. Każda niemal gwiazdka z jakimś „problemem” i jakąś „misją” w tym również np. Łukasz Garlicki, który w programie ma przełamywać chorobliwą wręcz wstydliwość, a program jest dla niego terapią.

To, że problemy z psychiką stają się tematem popkulturowym cieszy. Ludzie przełamują tabu. Jest Justyna Kowalczyk, która opowiedziała o swojej depresji, Gośka Halber która napisała książkę o walce z alkoholizmem, szereg osób mniej lub bardziej znanych w mediach tradycyjnych i nowych które przyznały się to swoich kłopotów. To wszystko osoby, które via media zaryzykowały swój wizerunek po to, by powiedzieć „zaburzenia psychiczne to coś, co może zdarzyć się każdemu, nieważne czy jesteś znany czy nie, czy jesteś gwiazdą rocka czy sportowcem, nieważne czy masz kasę i czy zdrowo się odżywiasz”. Tylko że to wszystko idzie nie w tym kierunku co trzeba. Z tych wyznań czytelnicy robią igrzyska nienawiści i prześmiewek (Kowalczyk przy okazji wyznania o depresji przetrzepano życie uczuciowe, z Halber zrobiono menelkę i bananowe dziecko które tak dostało do głowy, że aż zapędziło się w chlaniu). Robią je zwykli ludzie, przy przyzwoleniu mediów. Czemu?

Z jednej strony jest niezrozumienie i lęk. Mało kto umie uświadomić sobie jak to jest być alkoholikiem czy osobą z nerwicą. Lata robienia z psychiatrii dziedziny zajmującej się ludźmi w białych kaftanach którym wydaje się, że są mesjaszem czy Stalinem powodują lęk przed tego typu zaburzeniami. Ludzie sami jeszcze nie wiedzą jak sprawę ugryźć. Bo niby ckni im się, że psychiatra to ten od „wariatów”, a z drugiej strony to wokół pojawia się coraz więcej osób które do psychiatry chodzą mimo, że zachowują się zupełnie normalnie. Powstaje dysonans. Ciężko temat oswoić. To wymaga czasu. Na wszelki wypadek przyjmuje się jednak strategię, że jak sprawa dotyczy osoby publicznej to „w dupie jej się przewróciło i teraz są efekty”, a jak sprawa dotyczy osoby przeciętnej, to w najlepszym wypadku kiwa się głową, mówi, że się rozumie i rzuca hasło „weź się w garść, będzie ok”. Tu niestety nie pomagają sami „psychologowie” i „psychoterapeuci” (cudzysłów, bo mówimy o szarlatanach). Piszą bzdury w internecie lub udzielają w swoich gabinetach kretyńskich porad. Ich pacjenci idą dalej w świat powielając te farmazony, przekazują je z ust do ust. Ludzie wrzucają psychiatrię i psychologię w jeden worek, boją się leczyć, radzić, boją się zaburzonych (bo jak się nie bać jeśli matka mówi „mój syn słyszy głosy, ale nic mu nie jest, on tylko odczuwa łączność ze światem zmarłych”).

Z drugiej strony jest zjawisko kreowania popkultury. „Ale depresyjna pogoda”, „kolejny weekend melanżu, normalnie alkoholizm”, „jak mnie ta praca wkurwia, normalnie nerwicy dostaję na samą myśl, że mam tam iść”, „a ty co? Masz schizofrenie, że co chwilę zmieniasz zdanie?”, „coś ty tak schudła? Wyglądasz jak anorektyczka”. Brzmi znajomo? No właśnie. Gdzieś w ostatnich latach system się wykrzaczył i zdeprecjonowano pewne pojęcia medyczne wprowadzając je w obiegu do codziennego słownika. Zauważcie, że mało kto porównuje różne stany do np. nowotworów. Słyszeliście kiedyś by ktoś mówił „ale masz małe cycki, zupełnie jakbyś była po amputacji”, „o, ogoliłeś się na łyso, wyglądasz jak po chemii”, „trzeci dzień z rzędu boli mnie brzuch, normalnie rak”? No właśnie. Nawet jeśli ktoś coś tak głupiego przy was palnął, to raczej byliście wzburzeni. A przecież nowotwory i zaburzenia na tle psychicznym to dwa idące łeb w łeb pod względem popularności zjawiska medyczne ostatnich lat. A jednak onkologia budzi swoisty szacunek, psychiatria nie. Czemu?

Z dwóch przyczyn. Po pierwsze pokutuje „ciemnogród” i miejskie legendy które uczyniły z psychiatrii demoniczną dziedzinę medyczną zajmującą się tzw. wariatami. To się zmienia i to za klika lat będzie historią. Przy dobrych wiatrach. Po drugie media i aspekty prawne. Po jednej stronie są kompletnie nieodpowiedzialni ludzie, którzy pod etykietą „blog” czy „portal” piszą różne farmazony, które publikują bezkarnie, bo nie obowiązują ich żadne zasady, a prawo nie ma jak wyegzekwować kary za pieprzenie głupot, po drugiej stronie są media rozrywkowe, które na kłopotach zdrowotnych robią popularność i pieniądze. Nie macie wrażenia, że inaczej by było gdyby portale plotkarskie, reality shows, talent shows czy inne celebrity shows nie zajmowały się tematami ważkimi i zrozumiały wreszcie, że w ich wydaniu to śmieszne, niesmaczne i często szkodliwe? Robienie newsa o tytule „Szok! Znana aktorka wyznaje, że ma nerwice! Tajemnica jej wiecznie obgryzionych paznokci wyjaśniona” nie przynosi nic dobrego a wręcz szkodzi. Owszem, pojawia się komunikat, że trudne słowo „nerwica” może wystąpić przy nazwisku znanej osoby, ale zarazem sprowadza schorzenie do trywialnego obgryzania paznokci. Powodując, że dla nieogarniętego człowieka nerwica staje się jakąś wydumaną chorobą przy której trzyma się palce w ustach. Wyznania celebrytów dotyczące uzależnień czy zaburzeń są ubierane w sensacje i dywagacje o ich życiu prywatnym, a nie w rzeczowe i poważne potraktowanie tematu. Weźmy przykład Kowalczyk. Kiedy powiedziała o depresji i zaczęła opowiadać o jej podłożu, skupiono się nie na tym, że depresja wystąpiła u sportowca, który ma gorsze warunki do zachorowania, bo trenując dostarcza sobie endorfin (wysiłek fizyczny), a mimo to jednak choroba dotknęła i jego, ale na jej życiu osobistym, nieudanym związku i jego konsekwencjach. W kontrze stoją poważne tytuły, które co jakiś czas publikują raporty o stanie psychiatrii, straszą, zarzucają cyframi i przytaczają przerażające historie nieznanych osób, które mają być głównie poparciem tezy, że polska służba zdrowia leży i kwiczy, a problemów przybywa. Takie materiały nie mają dla laika kompletnie znaczenia. Są poważne i merytoryczne, ale po co komuś wiedza o tym ile jest oddziałów nerwic w Polsce, jeśli nie ugruntowano wiedzy o tym czym nerwica jest i czemu więcej łóżek jest wskazanych. To jakby wysłać na studia człowieka, który nawet nie skończył gimnazjum. Czy to się zmieni? Wątpię. Gonienie za sensacją i pieniędzmi jest priorytetem magazynów, stacji TV, portali. Nie ma miejsca na edukację czy reformowanie społeczeństwa. Lepiej zebrać oglądalność czy policzyć więcej lajków dzięki zrobieniu z czyjegoś dramatu taniej sensacji zamiast swoistego bohatera. Taką metodyką zaburzenia psychiczne zawsze będą budziły niezdrowe emocje, będą trywializowane, bagatelizowane i przypisywane rozkapryszonym gwiazdkom oraz ludziom którzy siedzą na dupie i użalają się nad sobą. Media, I dare you, I double dare you! Zajmijcie się proszę domorosłymi terapeutami, którzy szkodzą chorym, zajmijcie się popularyzacją wiedzy o psychiatrii, wykorzystajcie autorytet ludzi znanych do szerzenia w narodzie poczucia, że zaburzenia psychiczne to takie same schorzenia jak inne i tak samo poważne, a często poważniejsze niż te, z którymi często się stykamy i z nich nie kpimy, nie robimy taniej sensacji!

Mediów nie zmienię, ale Was mogę. Bo to Ty jesteście ich siłą napędową. To Wy oglądacie, czytacie, kupujecie, napędzacie popyt, oglądalność, czytelnictwo i zasięgowość. To wy tworzycie trendy i mody. To wy stoicie za popularnością źródeł informacji. To przez zbyt małe czytelnictwo zamykają się tytuły prasowe, to przez zbyt małą oglądalność zdejmuje się programy z ramówek. To Wy przede wszystkim nie powinniście się zgadzać na takie niemoralne podejście do tematu. Ani na plotkarskie newsy z kolorowych portali i pism, ani na niemerytoryczne teksty w prasie czy na blogach, ani na obecność na rynku usług psychologicznych cymbałów, którzy szkodzą ludzkiemu zdrowiu.

Rocznie 14 mln ludzi dowiaduje się, że cierpi na nowotwór

Na świecie 350 mln ludzi cierpi na depresję 

W Polsce cierpi na nią 15% populacji.

Samobójstwo w Polsce popełnia ok. 5 tysięcy osób rocznie, z czego ok. 50% cierpiała na depresję.

Mniej ludzi ginie w wypadkach drogowych.

Jest z czego robić igrzyska sensacji, trywializacji, prześmiewek i niefachowych porad? Jest na to wasza zgoda?

Jestem TU.

 

Standard