Na Trawie

Jak kochać się długo?

Obserwując swoje otoczenie, od kilkunastu dobrych miesięcy zaczęłam jak mantrę powtarzać, że ja to się do współczesnego świata nie nadaję i że powinnam się była urodzić kilka dekad wcześniej. I nie, nie. Nie o technologie mi chodzi, bynajmniej! Chodzi mi o jakość relacji międzyludzkich, a konkretnie o zdewaluowanie się pojęcia „miłość”.

Kilka dni temu magazyn Wysokie Obcasy opublikował artykuł pt. „Naukowcy tłumaczą, dlaczego rozpadają się małżeństwa. To takie proste.” Chciwie kliknęłam w link, szczególnie, że opatrzony był komentarzem „brakuje nam życzliwości”. Przyznam, że parsknęłam śmiechem, bo życzliwość, to raczej coś, co towarzyszyć powinno relacjom generalnie- miłosnym, biznesowym, koleżeńskim, wszelakim.

Będąc bardzo ciekawą, co pod słowem „życzliwość”mają na myśli naukowcy przeczytałam i dowiedziałam się, że właściwie „życzliwość” oznacza obdarzanie atencją i dzielenie dobrych chwil- umiejętną reakcję na dobre wieści, wspólne popadanie w zachwyt nad drobnostkami które nas otaczają, sprawianie, że partner staje się doceniony, zauważony i czuje opiekuńczość tej drugiej strony.

Brzmi sensownie, logicznie, ale też… hmmm… zbyt prosto?

Postanowiłam opinie naukowców skonfrontować z opinia kilku osób, znanych Wam dobrze z sieci, które są w długoletnich i ocenianych jako szczęśliwe związkach. Oto odpowiedzi na pytanie „jaka jest Twoja recepta na długi i szczęśliwy związek?”

Michał Sadowski, CEO Brand 24, w związku od 15 lat

Z mojej perspektywy kluczem jest wzajemna wyrozumiałość i dotarcie się. Ważne jest także, aby umieć nieustannie się zaskakiwać i odkrywać na nowo. Robić razem ciekawe rzeczy, zwiedzać świat, wspólnie pokonywać lęki, realizować marzenia – po prostu budować nieustannie kolejne wspólne wspomnienia.

Natali Tur, autorka bloga Nishka,  w związku od 17 lat

Najważniejsza jest CHĘĆ utrzymania relacji, czyli dbania o nią, umiejętność chodzenia na kompromisy, wybaczania sobie, nie obrażania się i robienia niektórych (ale nie wszystkich!) rzeczy razem. Ważne, by nie tylko kochać, ale również lubić partnera, ze wszystkimi jego wadami, wszak „widziały gały co brały”.

Bardzo ważne jest również zrozumienie, że zakochanie, czyli stan euforycznej miłości i motylków w brzuchu ZAWSZE, w każdym związku mija, po mniej więcej 2-3 latach, ale po tym czasie przychodzi równie ciekawy, ale nowy etap miłości, tzw. miłości dojrzałej, którą można razem przeżyć aż do grobowej deski :) Jasne, faza miłości tzw. „passionate” – pełna ognia, miłosny haj jest rewelacyjna, ale natura tak to skonstruowała, że mija (może dlatego, żebyśmy w końcu ogarnęli się i zaczęli trzeźwo patrzeć na życie) i nie odczytujmy tego jako końca miłości, lecz przejścia w etap „companionate”, czyli staliśmy się oto kochającymi się towarzyszami życia :)

Bartek Cicharski, autor bloga Mr.Cichy i jego żona, razem od 9 lat

To to, że chcemy być ze sobą, że się wzajemnie szanujemy, zawsze się wysłuchamy i staramy się wzajemnie zrozumieć – bez oceniania. To jest chyba podstawa po prostu dobrych relacji międzyludzkich, a nie tylko związków. Czyli receptę na dobry związek można zawęzić do treściwego „nie być fiutem”.

Ale to nie wszystko. U nas ważne (i fajne) jest to, że jesteśmy my, ale też jestem ja i ona. Każde z nas ma przestrzeń dla siebie i to jest bardzo ważne. Jeśli ja bloguję, to Żona może być zupełnie poza internetem. Ja biegam, ona robi coś innego. O pracy sobie opowiadamy, ale na dobrą sprawę ani ja do końca nie wiem, co ona robi, ani ona nie wie, na czym polega moja praca – bo właśnie mamy tę swoją przestrzeń.

Poza tym nie żyjemy według narzuconych zasad: naczynia w zlewie mogą poczekać, jeśli akurat mamy ochotę na spacer. Albo spędzenie kilku chwil ze sobą. To są te przyjemności codziennego życia, o których też nie można zapominać, bo są kolejnym istotnym elementem układanki. Wbrew temu, co mówi dołująca piosenka znana każdemu o duszy studenta – miłość to i pluszowy miś, i kwiaty, i film w kinie, i całusy małe duże.

Agnieszka Kaluga, autorka bloga Zorkownia, żyjąca w 21-letnim związku

Recepta na udany, długi związek nie istnieje. Gdyby chodziło tylko o długi związek, sprawa byłaby prosta: konformizm/wygoda plus elastyczność. Miłość. Bez niej nic. Tu wszystko ukorzenia się i rośnie. Rozmowa. I nie chodzi o kilkugodzinne analizy relacji/problemów, a załatwianie spraw na bieżąco tak, by nie zalegały. Sprawa załatwiona? Nie wracać, nie roztrząsać, nie pielęgnować zranień. Być obecnym w tu-teraz. Być więc z realną osobą, a nie z człowiekiem, w którym się zakochałam w liceum. Tamtego człowieka już nie ma. Dobrze wyważone proporcje pomiędzy dbaniem o siebie i dbaniem o ukochanego. Wspieranie zamiast rywalizacji. Dziecko to owoc miłości, a nie jedyny jej sens; ma spaść z drzewa i pokulać się dalej. My zostajemy. W razie jakiejkolwiek katastrofy rzucasz wszystko (…wszystko, czyli również niepozałatwiane sprawy między wami) i jesteś. Jesteś. Nikt inny nie stanie tak blisko. No i nie poddawać się, nie uciekać! Gdy coś jest nie tak, nie oddawać pola walkowerem. Walczyć, bo jest o co!

Marysia Górecka, autorka Mamygadżety, z Goo od prawie 10. lat

Gdy już znajdziesz osobę, z którą chcesz spędzić resztę życia i, która podziela Twoje uczucia i wizję wspólnej starości, to później wystarczy tylko jej nie puścić. Początki, jak wiadomo, są super, wszystko samo się układa. Potem, pierwsze lata mijają i okazuje się, że ten książę na białym koniu, to jednak nie jest taki idealny. Można wtedy porzucić go dla innego księcia albo można dojść do wniosku, że lepszy książę nie istnieje. Ja doszłam do wniosku, że pomimo tych wszystkich wad i niedoskonałości jest to najlepszy towarzysz na resztę życia. Co robię, żebyśmy byli razem? Same banalnie proste rzeczy. Po pierwsze rozmawiam. Mój mąż to mój przyjaciel, więc wie o wszystkim, co mnie trapi, ja wiem o tym, co on myśli. Pomagamy sobie nawzajem i się wspieramy. To sprawia, że życie bez siebie byłoby trudne, bo jak można żyć, tracąc najlepszego przyjaciela? Po drugie interesuję się tym, co on robi. Każde z nas mogłoby zająć się sobą, ale czy nie stalibyśmy się wtedy po prostu parą współlokatorów? Znam jego pasje i pozwalam mu się w nich realizować, często jestem obok, po prostu współuczestniczę w jego życiu. Dzięki temu to jest nasze wspólne życie. Po trzecie znajduję czas, żeby chodzić z nim na randki. Ja wiem, że randka to termin zarezerwowany dla nastolatków, a nie takich staruchów jak my, ale to dzięki randkom nadal jesteśmy chłopakiem i dziewczyną, którzy poznali się niedawno i mają dużo radochy ze spędzania czasu tylko we dwoje. To staje się niezwykle ważne wtedy, kiedy na co dzień jest nas więcej i jesteśmy zaabsorbowani wychowywaniem kolejnego pokolenia, a nie sobą nawzajem. Te trzy rzeczy sprawiają, że nawet w chwilach bardzo trudnych, gdy zastanawiam się, czy lepiej go zatłuc, czy udusić, na zadane sobie w głowie pytanie: „Czy chcesz być z nim nadal?” odpowiadam „Tak!”.

Jako wisienkę na torcie pozostawiam słowa Joanny Malinowskiej- Parzydło, autorki bloga Jesteś Marka, która ze swoim Ukochanym (tak, tak go określa) niedawno świętowała 22. rocznicę ślubu.

Udany związek buduje się na wspólnych wartościach, a cementuje się go przechodząc razem przez trudne sytuacje. Dobry związek zbudowany jest na fundamencie, którego głównym budulcem jest przyjaźń. Poważne planowanie wspólnego życia wymaga zadania sobie pytania o długoterminowy cel naszego związku – na krótkoterminowych strategiach wielu poległo. Czemu chcę być z tą osobą? Po co buduję ten związek? Jak będę mierzyć jego jakość i siłę? Co chcemy wspólnie osiągnąć i po czym poznamy, że się to nam udało? Jak w biznesie: misja, wizja, cel, wartości. Kiedy już to wiemy, to działajmy tak, by zawsze móc twierdząco odpowiedzieć na pytanie „czy to, co teraz robię przybliża mnie do naszego celu, czy wręcz przeciwnie, wygląda na to, że sabotuję swoje cele i obniżam szanse na udany związek?”. Kolejną ważną rzeczą jest akceptowanie i cieszenie się różnicami, które istnieją między partnerami. One zawsze będą i dobrze, bo bez nich byłoby strasznie nudno. A przy tym wszystkim, szukajmy klucza do siebie i do dobrej wspólnej przyszłości. Tym kluczem jest komunikacja oparta na założeniu dobrej intencji, życzliwości, szacunku i miłości pomiędzy partnerami. Uczmy się rozmawiać uczciwie ale w jakimś celu, starajmy się zrozumieć specyfikę komunikacji partnera (to, że mężczyzna milczy od 5 godzin nie oznacza, że nas lekceważy, ale że od 5 godzin bardzo poważnie szuka odpowiedzi na zadane pytanieJ, Bądźmy uważni dla siebie,  empatyczni i cierpliwi. I pamiętajmy o tym, że trudno zbudować cokolwiek bez zaufania. Udane relacje i związki to efekt zaufania budowanego mozolnie na lojalności, unikaniu ocen, porównań i rozliczeń, szacunku i, dobrych doświadczeniach, które sobie oferujemy. Oczywiście to wszystko należy podlewać regularnie wzajemnym zabieganiem o siebie, podsycaniem fascynacji, intymnością, uśmiechem i celebrowaniem dobrych chwili – tych dużych i tych maleńkich.

Wam pozostawiam teraz wychwycenie powtarzających się porad, wyłapanie rad, które akurat Wam mogą się przydać i smaczków, o których być może nie pomyśleliście do tej pory. Jednocześnie trzymam kciuki aby ci z Was, którzy twierdzą, że nie da się dłużej niż np. 5 lat bądź uważają, że rozwód jest w porzo nabrali przekonania, że da się długo i szczęśliwie- wystarczy tylko z trybu „byle jak” przejść do trybu „zadbać o to” i pamiętać, że miłość się zmienia, ale nie umiera jeśli się ją pielęgnuje.

Komentarz? Jestem TUTAJ

 

Standard