Na Trawie

Jak dzieci, czyli Morska Ferajna

Tzw. Długi Weekend Sierpniowy spędziłam na koloniach blogerów. Daleko jechać nie musiałam, kolonie odbyły się w Gdańsku, organizowało je m.in. Miasto Gdańsk, ale szczęśliwie przypadła mi rola uczestnika, a nie organizatora (tu dzięki dla Ewy). Dla blogerów jeszcze się zdążę napracować. Tym razem zacieśniałam więzi.

Wyjazd zorganizowany był w konwencji prawdziwej kolonii- takiej z kadrą, domkami, podchodami, jedzeniem na stołówce i zajęciami zorganizowanymi. W pierwszej chwili obawiałam się, że jednak jesteśmy wszyscy zbyt duzi na takie zabawy i nie damy się wciągnąć, ale… Blogerzy nigdy nie zawodzą. Tak jak wszyscy dali się szybko wciągnąć w historię obecności na koloniach reprezentantów Rodziny Blorgiów i SoszalMidiów, tak też dali się wkręcić w atmosferę wakacyjnego obozu.Udawanie kolonii nie przeszkadzało oczywiście w raczeniu się szampanem oraz tańcach do świtu, lecz wszystko z klasą i umiarem, choć z godną podziwu siłą.

Moim faworytem pośród przygotowanych atrakcji było wspólne gotowanie zorganizowane przez Dinner Club. Fajnie było wspólnie tworzyć pyszności, które później się razem pałaszowało. Chętnie zorganizowałabym takie gotowanie ze znajomymi w Trawie w Betonie, ale cholera u mnie ciasno. Pochwalić się muszę, że mój zespół wygrał konkurs na najmroczniejszą kanapkę, a także faktem, że wraz ze swoją drużyną i drużyną przeciwników zastrzeliliśmy Agatę i Pawła z DC kreatywnością w konkursie na największy szaszłyk.

Kolejnym akcentem wartym odnotowania było… morze. Jestem z Gdańska, w Gdańsku się urodziłam, tu mieszkam, ale nad morzem nie bywam latem prawie wcale. Mając świadomość, że trójmiejskie plaże są zawsze zabite ludźmi, nie ufając czystości wody i nie lubiąc leżeć całymi dniami w bezruchu odpuszczałam tą formę wypoczynku. Jak się okazało- zupełnie bez sensu.

Po pierwsze woda jest czysta (są meduzy), po drugie w Sobieszewie jest mało ludzi, po trzecie nadmorska opalenizna jest nadmorska i koniec. I wcale nie wymaga leżenia bez ruchu. Opalałam się idąc brzegiem do ujścia Martwej Wisły, robiąc z chłopakami krzyżówki i kąpiąc się. Może z 5 minut w sumie spędziłam leżąc, a jestem złoto-brązowa jak nigdy. Do tego słona woda zadbała o oczyszczenie skóry, piasek GENIALNIE wymasował i wypeelingował mi stopy, a włosy, mimo obowiązkowego prysznica po plażowaniu miały ten charakterystyczny, nadmorski look ;)

Na koniec pozostawiam temat samych blogerów. Takiej integracji i komunikacji to nie widziałam chyba nigdy. Trawnik przed domkiem w którym mieszkałam z Bazylią, Agnieszką Taterą i Justyną Sekułą, zwany Centrum Kultury Międzynarodowej, tętnił życiem od rana do rana. Ludzie przychodzili, siadali, gadali, a pomysły, anegdoty, zabawne dialogi sypały się jak wióry w tartaku. To jest właśnie zaleta spędzania czasu z ludźmi inteligentnymi i kreatywnymi- chociaż każdy z nas jest inny, to dogadujemy się w 5 minut. Wielkie brawa dla ekipy blogerów/vlogerów dzieciatych: Kotletów, Lipców i Górków, którzy nie dość, że udowodnili, że dzieci to nie choroba i brali udział we wszystkich aktywnościach, to jeszcze nie wymagali od nikogo ciszy nocnej o 20 i nie pozwalali swoim latoroślom budzić nas o 6. Właściwie na tym zakończę swoją relację, bo co ja będę denerwować tych, co nie pojechali…

Podziękowania dla:

Kadry, czyli Ewy, Ilony Patro, Kudły i Mrocznego Bartka,

Sponsorów (kolonii i promek), czyli: Tesco, Ziaja, Organique, Żywca, Puffins, Czarnej Owcy

Wszystkich kolonistów razem i z osobna :) (a byli to m.in. wiecznie zaczytana Maja, Jeszcze jeden Artur, Pół człowiek, pół Stella, Agu Incredible Wanat, Jakub Caban-Szatan, rowerowo radzący Łukasz, Marta z lusterkami, Wszędoboomerski wraz z cytrusową Martyną, Agata z ‚to nie jest kolejny blog o wodzie’, Darek od kulturki, Państwo Kłosińscy, Kurczaczek Esperymentalny, Joasia z którą udowodniłyśmy, że must have w fashion to szorty i biały podkoszulek), Monika od czarnych sukienek oraz szarmancki Roman. Plus wspomniani wyżej i niżej :)

Bonusowe buziaki dla: Syna (dobrze było się wreszcie zobaczyć), Męża (inwestuj mądrze!), Pełchatka (bo dobrze mieć służbę, która też wysłucha w razie potrzeby), Szymonka (za dzikie tańce) oraz Dziewcząt, z którymi mieszkałam- jesteście najcudowniejsze na świecie!

Oby więcej takich spotkań :)

Standard