Pop/kultura

Jak ćwierkać. Poradnik lamy dla lam.

Facebook? Facebook? Bądź hipsterem! Trendy wskazują, że odchodzi do lamusa. Świat coraz przychylniej patrzy na Twittera. Jeśli należysz do osób, które zajrzały tam raz i doszły do wniosku, że szybciej zrozumieją czym jest Wielki Zderzacz Hadronów, to jesteś taki jak ja. Polub wyzwania, skorzystaj z moich doświadczeń i czytaj dalej.

Zakładamy konto

Twitter to nie Facebook, nie trzeba mieć artystowskiej foty profilowej. Ona i tak się nie otwiera do jakiś dużych rozmiarów, nie ma się co silić. Zdjęcia w tle nie bierzemy z FB, bo nie będzie pasować- i tak na środku wyląduje profilowe i zasłoni to, co jest najważniejsze. Parę słów o sobie, najlepiej nie tylko po Polsku, bo tu jest większa szansa, że przeczyta Cię ktoś z Zagranico, podrasowanie tła, kolorków i jesteś gotowy na podbój świata. Swój nick ustawiasz raz (bo się ludziom wszystko popitoli), pamiętając, że będzie poprzedzony „@”- tak ludzie będą pisać do Ciebie- ale swoją nazwę (np. imię i nazwisko) można zmieniać. Mój nick to „AMokwa”, a nazwa to „Ta Zgorzkniała Trawa”.

Tak wygląda profil na TT w wersji mobilnej

Co jak działa

Twitter wygląda trochę jak tablica na FB, tyle, że pisząc, do dyspozycji masz tylko 140 znaków. Jeśli chcesz napisać do kogoś, to piszesz używając małpki. Jest jeszcze #, ale nikt nie wie jak go używać. Sama próbowałam parę razy, dostałam opieprz, ale jak zapytałam, po co w sumie jest, to jakoś nikt nie był skory do wyjaśnień. Jak na razie jedynym momentem, w którym wszyscy wiedzą, że należy hashtagować jest follow friday, ale o tym zaraz.*

Konstrukcja ćwierkadełka jest taka, że na Twoje posty „lajki” i „komcie” padają na „wallach” innych osób. Nie na Twoim, na pierwszy rzut oka. Dlatego istnieje coś takiego jak „rozwiń” i „pogląd rozmowy”. Musisz wymacać to sam. Ta konstrukcja potrafi przyprawić o zawrót głowy. Szczególnie, jeśli na którymś etapie swojej ćwierkającej kariery zdecydujesz się komuś… odpowiedzieć, a potem zdziwisz się, że na Twoim profilu widnieje jakiś wyjęty z kontekstu tekst, który na pierwszy rzut oka, nie ma związku z niczym. No worries. Twitter-ninjas to ogarniają. Nie wyjdziesz na głupka, który pisze tweety o treści „zgadzam się”, tyle, że nikt nie wie z czym, tym bardziej, że zazwyczaj odpowiadasz komuś, a nie kosmosowi, więc i tak Twój tweet zaczyna się od jego @nicku.

Tak wygląda Mój profil. Sami widzicie, że część Tweetów to moje posty, część to odpowiedzi.

Powiadomienia które dostajesz (na maila, z appki, w formie podświetlenia na www) są następujące: albo ktoś odpowiedział na Twój tweet, albo ktoś dodał go do ulubionych (taki lajk), albo ktoś go re-tweetował (czyli podał dalej- to takie „udostępnij”) albo ktoś dodał Cię do obserwowanych (na to na początku nie licz). Ponoć jest coś takiego jak „lista”. Raz widziałam. Nie wiem jeszcze o co cho, ale chyba to to samo co lista subskrypcji na Fejsie.

Pierwsze kroki

Formułujesz krótką i błyskotliwą myśl, przy czym pierwsze to wymóg, drugie jest wskazane, jeśli masz presję na bycie ćwierkającym superstar, piszesz, wysyłasz. Czekasz.

Możesz dołączyć zdjęcie lub film, możesz też dodać lokalizację z której przemawiasz. Pod TT  możesz podpiąć Instagram oraz 4sq i tu publikować swoje hipsterskie dzieła fotografiki oraz przemyślenia znad kotleta w mlecznym barze.

Dobrze też stać się followersem kilku osób. To nie FB, nie musisz szukać TYLKO znajomych. Dodajesz śmiało znane postacie, ulubione zespoły, kluby sportowe, instytucje itd. Dodaj sobie też parę TT Ninjas, żeby mieć skąd czerpać wzorce. Fajną listę takich osób wrzucił wczoraj Paweł Bielecki.

Nie bój się wchodzić w interakcje. Ale nie pisz głupot. Ponoć nie wypada.

Czasem jednak warto wyjść poza ramy. Łam konwenanse. Najwyżej wyjdziesz na wariata. Tak wygląda tweet i odpowiedź na niego.

Dos and dont’s

Twitter też ma swoje zasady i etykietę. Oto parę podstawowych, chociaż nie czuję się autorytetem w tej dziedzinie:

– nie hashtaguj wszystkiego. Jak już wspominałam, nikt nie wie, po co # jest, ale to nie instagram, żeby pisać „zjadłem #bułka w moim #dom. dobrze, że #słońce”. Chociaż może? Zasadniczo PONOĆ # tworzy się dla jakiś popularnych powiedzeń, fraz, miejsc itd. Pewnie kiedyś, ktoś rozwikła tą tajemnicę.

– jak w dyskusji bierze udział więcej niż jedna osoba, to w momencie gdy odpowiadasz, na pierwszym miejscu stawiasz tego, komu odpowiadasz, potem piszesz odpowiedź, reszta dyskutantów jest na końcu, w takim jakby „do wiadomości”

odpowiadam Patrykowi, ale jako, że rozmowa toczy się w większym gronie, to warto ich też poinformować co mówię. Przecież w „realu” nie szeptałabym Patrykowi na ucho.

– nie pisz co rano „dzień dobry”. Nie wiem czemu, ale tak się nie robi. Zasadniczo hard userzy TT twierdzą, że jest to kanał do komunikowania ambitnych treści, więc albo linkujesz coś mądrego, albo ćwierkasz coś zabawnego, albo giń.

– nie podłączaj swojego FB do Twittera. Jest taka możliwość, żeby posty leciały i tu i tu, ale to jest strzał w kolano. Tak mówią eksperci. Wybacza się to tylko bardzo znanym osobom, głaszcząc je po głowach i mówiąc „taki napięty grafik, że aż nie ogarnia dywersyfikacji”. Kierować się trzeba zasadniczo właśnie różnicowaniem kontentu. Nawet jeśli tą samą treść chcesz wrzucić na wszystkie społecznościówki, to zrób to innymi sposobami.

– nie re-tweetuj wycinając cudzysłów i autora tweeta. Kradzież wartości intelektualnej boli wszędzie tak samo.

– poczuj się jak twitterianin bawiąc się w FollowFriday (#FF). Zabawa polega na tym, że w piątek piszesz tweeta, który poleca osoby godne obserwowania. W poście umieszczasz tag #FF i najlepiej krótko uzasadniasz, czemu akurat je polecasz. Uczucia wobec zabawy są mieszane. Jedni się bawią inni twierdza, że to mizianie się po majciorach i dziwnym zbiegiem okoliczności mówią to ci, których nikt nie poleca.

– pamiętaj, że mówi się TWITTER, ale TWEET. Taka przewrotność językowa. Nie popełniajcie mojego błędu z FB (do niedawna uważałam, że FUN PAGE, nie FAN PAGE).

Parę tajemnic

Nie każdy wie, że:

– konto na TT może być niepubliczne, co oznacza, że tylko wybrane przez Ciebie osoby będą widziały co piszesz;

– na TT są wiadomości prywatne, takie jak na FB;

– tło Twojego TT może  być dowolnym zdjęciem. Nie musi być domyślnie oferowaną skórką.

Tyle na początek powinno Wam wystarczyć. Do listy Pawła dołączam jego samego (@pawelbielecki) oraz mojego Ukochanego Męża (@TenZgorzknialy) oraz daję radę od siebie: pisz głupoty, byle zabawnie, gadaj z ludźmi, linkuj swoje teksty (jeśli piszesz bloga), organizuj wspólne picie piwa. W moim przypadku zadziałało. Obserwuj mnie (@AMokwa).

*To jest żart. Wyjaśnia się on w dalszej części tekstu, przy dos and dont’s, ale faktycznie, # nastręcza czasem problemów.

Standard