Na Trawie, Społeczeństwo

Efekty uboczne

Dużo się zmienia. Za dużo i chyba zbyt szybko. Albo za bardzo „na raz”. A może to ja jestem chaotyczna? Cały czas próbuję zrobić porządki, poukładać klocki i niby przyświeca temu jakiś cel. Jednak kiedy klocki powoli zaczynają się układać w zarys całości to okazuje się, że ten cel już mnie nie obchodzi. Że nie on jest celem samym w sobie. Jedynie efektem ubocznym.

Cieszę się kiedy okazuje się, że efekty są pozytywne. Czasem staram się je przemalować na takowe. Za to źle mi gdy się nie da.

Stawiam siebie na pierwszym miejscu. Pierwszą osobą do przebudowania jestem ja. Nie inni. Jeśli moje klocki ułożą się w piękny domek w który mnie będzie mieszkało się dobrze, to innym też będzie dobrze mieszkać obok mnie.

Jesteś za dobra. To usłyszałam niedawno i nieraz.

Może jestem. Nie mnie to oceniać. Czasem cholernie nie chcę być dobra. Czasem nie umiem. Ale mimo to staram się ludzi nie krzywdzić. I nawet te swoje klocki układać w kącie, nikomu nie wrzucając ich pod nogi, bo jeszcze się potknie i co wtedy?

I tylko jedno jest problematyczne.

Ludzie nie patrzą pod nogi jak chodzą. Klocki mi się ciągle burzą.

Efekt uboczny egoizmu.

Na podwórku przed moim domem bawią się trzy dziewczynki. Jeżdżą na rolkach. Takich tanich, dziecięcych, na plastikowych kółkach. Turkocze to to, ciężko się na tym jeździ, bo słabo z amortyzacją. A jednak radzą sobie na nich lepiej niż ja na swoich kauczukowych rollerblade’ach. Jeżdżą odważnie, z rozmachem i całym ciałem wyrażają postawę „mam w dupie, że się zaraz wypieprzę”. Zupełnie odwrotnie niż ja. I im idzie dobrze. Zupełnie odwrotnie niż mi.

Znalazły właśnie kawałek chodnika ze spadkiem. Krótko, ale ostro. Chodnik prowadzący do zamkniętej bramki. Osiedlowe zasieki przed kotłownią. Trasa ma 3 metry długości. ustawiają się kolejno na szczycie i jadą w dół, hamując łapią się płotka. Odwracają się i z impetem wjeżdżają na górę i znów zjeżdżają. Pojedynczo, razem. Kolejny raz. O ściany budynków odbija się ich dziecinny, zdyszany śmiech. Obraz jak pętla. Zjazd, zatrzymanie na bramce, podjazd, zjazd, bramka, podjazd. Nie nudzą się. Słońce zachodzi, temperatura spada, dzień umiera, jest dawno po wieczorynce, czas wracać do domów. Z balkonowych balustrad zwisają ich matki które wołają na kolację.

One się nie przejmują. Ryzykiem, bólem, czasem, przechodniami, kamyczkami na nawierzchni, chłodem. Cieszą się kawałkiem stromego chodnika i kawałem adrenaliny który im daje. Być może gdy opierają ręce o płotek kończąc dwusekundowy zjazd wyobrażają sobie że są łyżwiarkami figurowymi, narciarkami, panczenistkami lub skaterkami. Na pewno są z siebie dumne i czują, że są dzielne i odważne. Na pewno czują radość. Z kawałka stromego chodnika.

Efekt uboczny dzieciństwa.

-Pani sama, ja sam. Może postawie pani drinka i potowarzyszę w tej samotności?

-Może postawi pan sobie drinka i potowarzyszy sam sobie? Chyba, że logika jest dla pana zbyt trudna i nie rozumie pan, że towarzystwo jest zaprzeczeniem samotności.

Odwraca się szybko. Gdyby miał ogon, to by go podkulił. Nie spogląda już za siebie i udaje, że nic się nie wydarzyło i nic nie zostało powiedziane. Znikam w jego oczach. Im bardziej ja znikam w jego oczach, tym bardziej w moich rośnie problem. Karcę sama siebie w myślach. Po co to powiedziałam? Czemu nie byłam miła? Czemu za wszelką cenę chciałam pokazać, że na głupią nie trafiło? Dlaczego postawiłam kolce? Przecież samotnym można też być we dwoje. Przecież nie każdy człowiek ma złe intencje.

Bo atak jest najlepszą obroną. Tylko czy trzeba było się bronić? Wstyd.

Efekt uboczny lęku.

Jeśli jeszcze nie lubisz FP Trawy to wpadaj. To tam się spotykamy żeby pogadać.

Standard