Na Trawie

Ciśnie mi się na usta: „tekst z dupy”

„Otóż co się okazało”, jak mawia mój ulubiony Smutny Poeta (co jest nawet blogerem, takim nietypowym i na tym swoim blogu jest zabawnym poetą) … Okazało się, że minął luty. Czas ostatnio płynie tak szybko, że tylko niespodziewany wpływ środków na konto i mail od dostawcy internetu, informujący o przerwie technicznej w dniu 1  marca były w stanie mi przypomnieć, że zima się kończy. Bo luty to zima, marzec to już chyba nie, prawda?

Dużo mnie w najbliższym czasie czeka pracy i niestety, a może stety, będzie to praca dotycząca mojej własnej osoby. Tak się zagmatwało w moim życiu, że muszę teraz mocno skupić się na sobie i swoich sprawach, kłopotach i zdrowiu. Nie, nie. Nie planuję rozwijać w sobie dziko-egoistycznej postawy wobec świata, ale muszę najzwyczajniej w świecie zadbać o siebie. Mimo, że mogę liczyć na grono najbliższych mi osób, to one, poza wsparciem, nie mogą nic zrobić za mnie.

Staram się bardzo nie myśleć o tym, że może się nie udać, a bardziej o tym, że mam przed sobą nowe rozdanie i skoro sama wiem, że marzenia się spełniają, to musi się ono okazać dobrym rozdaniem. Z drugiej zaś strony nieco się boję. Czy w ogóle istnieje ktoś, kto nigdy nie czuje lęku przed przyszłością, szczególnie jeśli podejmuje jakieś działania jej dotyczące?

Bardzo chciałabym też dokonać zmian w związku z blogiem. I nie myślę tu o jego wyglądzie, ani zasadniczo o tematyce. Część z Was pewnie wie jak to jest być blogerem, część z Was musi to sobie wyobrazić, ale wiecie… To cholernie fajne uczucie, jeśli to, co piszecie jest czytane i lubiane. Dlatego postaram się pisać więcej/ obszerniej/ różnorodniej i przede wszystkim coraz weselej. Tak, wiem, że gdyby ktoś organizował konkurs na najsmutniejszego blogera, to pewnie zajęłabym 3 pierwsze miejsca. Mam nadzieję, że to się niebawem zmieni. Chociaż pewnie wciąż będę przelewać na klawiaturę swoje rozgoryczenie otaczającą rzeczywistością, bo ona niestety dość często mnie zawodzi. Poza tym, zawsze byłam mistrzynią absurdalnych komentarzy dotyczących świata wokół, więc muszę tą umiejętność pielęgnować, a nawet odgrzebać [anegdota: jeden z moich mistrzowskich tekstów, niewielu, które pamiętam, brzmiał następująco: „na przeciwko mnie, po drugiej stronie przejścia dla pieszych, stoi chłopak w koszulce z napisem think twice i kołnierzu ortopedycznym. Memento.”].

Fajnie by było, jakby się Was zrobiło jeszcze więcej. Wiecie, czasem ogromnego, motywacyjnego kopa daje świadomość, że jest tak wielu ludzi, których nie chcecie i nie możecie zawieść… Jeśli jeszcze nie znaleźliście Trawy na fb, to znajdziecie ją tu i tam ją możecie polubić (bonus: tam są czasem zdjęcia), a jeśli nawet już znaleźliście i lubicie, to ściągnijcie tam fajnych znajomych. Im Was więcej, tym bardziej czuję, że jestem jeszcze światu potrzebna. A tak bardzo mi ostatnio tego poczucia brakuje.

[tu tekst powinien się skończyć, bo napisało mi się wzruszające zakończenie, ale bez sensu by była taka jakaś żebro-notka, więc dodam jeszcze, że luty naprawdę minął mi słabo, dramatycznie i szybko, w mieszkaniu nic się ostatnio nie zmieniło, no może poza umeblowaniem kuchni, chociaż do szczęścia potrzebny mi jeszcze klasyczny, słoneczno-żółty żyrandol, którego nie mogę znaleźć, a sąsiedzi są jakoś ostatnio podejrzanie cisi, obstawiam, że zbierają siły przed wiosennym sezonem grillowania na balkonach. A tak poza tym, to chciałabym usłyszeć Wasze sugestię na temat tego, o czym byście tu jeszcze chcieli poczytać. Mogą być konkretne tematy (byle nie o śmierci i nie smutne) i sugestie dotyczące jakiś cykli albo kategorii tematycznej, której Wam brak. Takie tam ogólne wskazówki, żeby było Wam tu fajniej, a ja żebym miała więcej roboty. Możecie pisać tu. Dziękuję za uwagę.]

 

Standard