Jak żyć?

Cała prawda o postanowieniach noworocznych

Z Przyjaciółką moją P. (zwaną tak nie od imienia, a od honorowego tytułu „przyjaciółka”) rozmawiałyśmy sobie tuż przed Sylwestrem. Ona była pełna werwy w podsumowywaniu roku mijającego, ja prezentowałam skrajne wdupiemienie tematu.

P.  naciskała na mnie w kwestii Sylwestrowej zabawy. Miałam wrażenie, że żąda ode mnie konkretnej informacji o tym, że ubrana w brokatową suknię udam się na jakąś wiekopomną imprezę i będę świętować co tchu, prezentując nastrój zgoła- oraz nomen omen- szampański.

-P., znasz mnie nie od dziś, wiesz, że Sylwestry bawią mnie jak kilo gwoździ w czekoladzie… Z czego tu się cieszyć? Że kolejny rok życia za nami?

– No coś ty! Każdego ranka, po przebudzeniu, możesz sobie mówić, że kolejny dzień życia za tobą i jesteś o dzień starsza, więc to nie argument…

– Ale ja każdego ranka nie świętuję końca wczoraj i początku dzisiaj… P., ocknij się, przecież to sztuczne święto. Pamiętasz Lejdis? One tam świętowały nowy rok w lipcu czy sierpniu…

– Życie to nie film, Kochanie! Popatrz… Koniec roku, taka magiczna data… Można sobie podsumować co się udało, co nie, co poprawić w roku kolejnym, nad czym się skupić… Zrobić postanowienia…

– W każdej chwili możesz to podsumować… Co ludzie mają z tym robieniem postanowień „od nowego roku”, „od jutra”, „od poniedziałku” ?! Przecież każdy moment jest dobry by coś zmienić. Zobacz… Do Sylwestra jeszcze kilka dni. Załóżmy, że postanowisz sobie, że od nowego roku będziesz codziennie biegać, a tuż przed Sylwestrem stracisz nogę… To co wtedy zrobisz?

– Ja cię sunę, jakie „stracisz nogę”?! Co ty gadasz?! Dlaczego ja mam tracić nogę? Co to w ogóle za pomysł?!

-P., wypadki się zdarzają. Uwierz mi. Dziś jesteś cała i zdrowa, a jutro może być zupełnie inaczej. Nie przewidzisz przyszłości. Jeśli coś chcesz robić, to rób to teraz, już, od ręki.

– Wiesz przecież, że nie zawsze tak się da. Gdybym teraz postanowiła, że będę jeść codziennie śniadania, to przecież nie zacznę od dziś, bo jest chwalić Boga 21:48…

-P., wiesz, że nie o tym mówię. Nie planuj sobie, że od nowego roku będziesz dbała o włosy, nie będziesz piła 4 kaw dziennie, zaczniesz się uczyć portugalskiego i ogólnie staniesz się wzorem cnót wszelakich, bo to tak nie działa. Nie obudzisz się w nowy rok będąc inną osobą. Nic się w Twoim życiu nie zmieni w ciągu sylwestrowej nocy. Wszystko to, co planujesz zrobić, możesz zrobić dziś, jutro lub 5 stycznia. Nie potrzebna Ci do tego sylwestrowa noc. A tak w ogóle, to jakie ty masz postanowienia, że szykujesz się na przełom lat jak na wojnę? Nigdy tak nie miałaś…

– Ha! Dobrze, że pytasz! Bieganie. Muszę biegać. Chcę być wiotka i smukła jak Kasztanka Marszałka. I te dwa litry wody. Nie wiem co o tym sądzić, bo jedni mówią, że pić inni, że niekoniecznie. Ale ja chcę. Na zachodzie piją, to ja też będę. I będę się zdrowo odżywiać. Koniec z pizzą na telefon, fast foodami i gotowym jedzeniem. Więcej owoców, warzyw, żarcia z pary i gotowanego… No i czytać muszę więcej. Coś ostatnio się zaniedbałam. Czuję jak mój intelekt usycha…

– P., hahahahaha, jak babcię kocham… Jak ty chcesz z tym wszystkim zacząć od pierwszego stycznia, jak jedyne, co z pewnością uda ci się zrealizować, to wypicie dwóch litrów wody?

– Jak to?

– No, tak to. Pójdziesz na sylwestrową imprezę, upijesz się, będziesz szaleć do białego rana na parkiecie, obudzisz się o 14, z kacem, zakwasami i bólem głowy. Nie będziesz miała siły ani ręką, ani nogą ruszyć… Gdzie w tym wszystkim bieganie, czytanie, zdrowe żarcie?

– Wiesz co? Jesteś złośliwą małpą. Taka z ciebie przyjaciółka? Mogłabyś mnie wspierać, kibicować mi. A nie… Ja ci jeszcze pokażę. Zobaczysz. Udowodnię ci. Małpo.

– Spoko. Czekam. Ja jednak za magiczną datę przyjęłabym 2 stycznia, jeśli magicznych dat potrzebujesz, babo z ciemnogrodu…

– A idź ty… Spadam do fryzjera. Pa

Pa. P., rozłączyła się wyraźnie poirytowana przebiegiem rozmowy. Ewidentnie sylwestrowa gorączka wyłączyła w niej chęć debatowania w sposób filozoficzny i mądry, a obudziła w niej potrzebę sprawdzania działania psychologii tłumu. Na zachodzi piją? Będzie piła i ona. Postanowienia robią? Zrobi i ona. Jednym słowem P. moja kochana zgłupiała.

Nadszedł magiczny nowy rok. 01.01.2014. O godzinie 15 zabrzęczał mój telefon, a na ekranie pokazała się twarz P.

– O! Czyżbym się pomyliła i zwlekłaś się dopiero o 15 ?

– Słuchaj no, jędzo, o 9 rano jadłam komosę z owocami, o 10:30 byłam w parku na joggingu. Wróciłam, wzięłam prysznic, poczytałam… Pół litra wody wypiłam biegając, a w 1,5-litrowej butelce mam jeszcze połowę, na oko. Do wieczora wypiję. Dzwonię, bo robię sobie sałatkę z tofu na obiad i chciałam zapytać czy to prawa, że nie można łączyć świeżego ogórka z pomidorem. I co? Głupio ci? Mówiłaś, że nie dam rady!

– No. Głupio mi. Głupio mi cholernie. Ale jestem z ciebie bardzo dumna. Mam tylko nadzieję, że zapał ci nie zgaśnie po 3 dniach… Chyba musiałaś krótko się bawić na Sylwestra i pewnie pojechałaś autem, żeby nie pić i szybko wrócić?

– No coś ty! Po prostu nie poszłam w ogóle. Musiałam ci udowodnić, że dam radę. Słuchaj… A może wpadłabyś do mnie wieczorem? Zamówimy pizzę, obejrzymy jakąś głupią komedię i zalejemy się winem?

Pamiętajcie- każdy moment jest dobry by coś zmienić. Ważne, żeby naprawdę tego chcieć.

 

Standard